czwartek, 29 czerwca 2017

Rozdział dziesiąty


NIE ZAPOMNIJ ZAPOZNAĆ SIĘ Z INFORMCJĄ POD ROZDZIAŁEM!



To zdecydowanie nie była pomyłka. Nancy kompletnie nie zachowywała się jak osoba, która byłaby zaskoczona tym spotkaniem. Wręcz przeciwnie wszystko wyglądało na zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Przecież nawet wybranie właśnie tego - ostatniego- stolika miało w tej sytuacji głębszy sens. Wydaje mi się, że nie chodziło jedynie o moje poczucie bezpieczeństwa, ale o możliwość ukrycia przede mną zaistniałego faktu, jak długo to tylko możliwe. Tylko dlaczego? Czy tylko ja uważam, że to bardzo dziwne podejście? Po co robić z tego taką tajemnice, bo niespodzianką bym tego nie nazwała. Chyba teraz rozumiem, co Nancy miała na myśli, przypominając mi, że przecież chciałam znowu wyjść do ludzi. Nie ma to jak dobry początek.

Dziewczyna była tak podekscytowana całą sytuacją, że nawet nie zwróciła uwagi, że nie ruszyłam się nawet o krok w kierunku wspomnianego stolika. Próbowałam dojrzeć coś więcej, ale niestety przez panujący wszędzie półmrok nie byłam w stanie do końca określić, czy choć raz  w życiu widziałam  owe, nieznane mi  postacie rozmawiające z Nancy, choć jestem prawie pewne, że nie miałam takiej "przyjemności". Jedyne o czym jestem przekonana na tysiąc procent jest fakt, że obok Nancy stoi dwóch mężczyzn. Uwaga mam konkurs. Dlaczego nadal stoję w miejscu, zamiast iść w kierunku przyjaciółki? Chyba nigdy nie uwierzę, że to właśnie ona wywinęła mi taki numer.

Stojąc dość daleko obserwowałam, jak się witają, przytulają i zdecydowanie cieszą na swój widok. Nawet w tym słabym świetle mogłam wywnioskować, że znali się dosyć dobrze, a ja miałam robić chyba dzisiaj za przysłowiowe piąte koło u wozu. Przecież nie ma co się zastanawiać, czy znam te osoby, czy też nie, skoro odpowiedź jest bardzo jasna i czytelna. Nie znam praktycznie nikogo oprócz Harry'ego, Nialla, którzy są obecnie setki, jak nie tysiące kilometrów od domu. Ktoś mi może tylko wytłumaczyć po jaką cholerę ona mnie tu przyprowadziła? Rozumiem, że ma innych znajomych poza mną i chłopakami, ale jeśli naprawdę chciała mnie poznać ze swoimi kolegami, to mogła zaprosić ich do naszego mieszkania. Byłoby mi zdecydowanie łatwiej przezwyciężyć strach i kontrolować sytuację, a teraz nie sądzę, bym potrafiła się chociaż przedstawić. Pani Powell zawsze mi powtarza, że miejsce spotkania ma bardzo istotne znaczenie i sądzę, że ciemny klub nie zalicza się do grupy "bezpieczne miejsca, na pierwsze spotkanie z facetem". Stałam jak kołek w miejscu, gdzie zostawił nas barman, nie mogąc zrobić ani kroku wprzód ani w tył, jakby mnie całkowicie sparaliżowało lub jakby ktoś przykleił mi stopy do ziemi. A już wydawało mi się, że naprawdę zaczynam radzić sobie z tym wszystkim.

Mój stan otępienia, wywołany przez szok i lęk trwał stosunkowo krótko, dlatego kiedy wreszcie udało mi się ocknąć i pomyśleć "rozsądnie", postanowiłam powoli się wycofać i spróbować wrócić sama do domu. Chciałam jedynie zostawić  Nancy wiadomość w postaci SMS, że źle się poczułam, a nie chciałam psuć jej spotkania z przyjaciółmi. Sądzę, że może to jeszcze chwilę potrwać zanim się zorientuje, że mnie nie ma i nie będzie zmuszać mnie, żebym wracała. Wiem, że mało to odpowiedzialne, ale ma ktoś inny pomysł? A może trochę samodzielności dobrze mi zrobi? Kto wie.

Powoli, drobnymi kroczkami zaczęłam wprowadzać mój plan w życie i kiedy już chciałam złapać za klamkę, aby otworzyć drzwi, którymi się tutaj dostałam, zdałam sobie sprawę, że nie mam za co złapać. Nie wiem jak opisać, co czułam w momencie, kiedy zorientowałam się, że znalazłam się w pułapce, ale na pewno nie było mi do śmiechu. Przecież stąd musi być jakieś wyjście? Choćby dla personelu, ale jednak.  Chyba w akcie desperacji zaczęłam pukać w wielkie, drewniane drzwi, choć sama wiedziałam, że nikt mnie tam nie usłyszy. Krzyczenie "pomocy" też raczej nie miałoby najmniejszego sensu, bo głośna muzyka idealnie maskowałaby mój głos.  Dopiero teraz zauważyłam mały napis, umieszony nad niewielką metalową powierzchnią, ułatwiającą prawdopodobnie odepchnięcie drzwi, " TU PRZYŁÓŻ KARTĘ".  Kartę? To w strefie VIP płaci się także za wyjście? Z bogatych to potrafią zdzierać pieniądze na każdym kroku, a ci i tak nic nie zauważą. Przyjrzałam się dokładniej informacji i cała sprawa jakby się troszeczkę rozjaśniła. "TU PRZYŁÓŻ KARTĘ  - umożliwiającą wejście na parkiet poza strefą VIP" No tak. Barman wspominał coś o jakiś kartach. Brawo ja. Karty są przy naszym stoliku. Przy stoliku, od którego próbuję właśnie uciec. Czy może być dzisiaj jeszcze gorzej? Mówiłam coś o jakiejś fali szczęścia? Chyba się znowu skończyła. Długo to ona nie trwała. Z bezsilności oparłam się o ścianę i cicho zaklęłam pod nosem, przymykając jednocześnie powieki.

-Yhm, przepraszam. Może ci jakoś pomóc... Lily. -  czy ja się przypadkiem nie przesłyszałam? Jeśli jednak mój słuch mnie nie zawiódł, to  ktoś zwrócił się do mnie po imieniu. Jestem pewna, że to nie jest głos przyjaciółki, choć mam dziwne wrażenie, że gdzieś już go słyszałam. Męski, dosyć niski, lekka chrypka... Zaraz, zaraz, czy to nie jest....

-Harry? - odwróciłam się w kierunku, z którego dochodził głos i momentalnie zapomniałam o sytuacji, w której się znajdowałam. Zobaczyłam ładnie przystrzyżone loczki, uśmiech od ucha do ucha i parę przepięknych oczu, wpatrzonych we mnie. Nie myśląc wiele lub raczej wcale, zatopiłam się w jego ramionach, jakby miał mi zaraz uciec, a ja moim uściskiem miałabym go zatrzymać.  Szybko jednak się opamiętałam i równie gwałtownie odrywając się od niego, cała oblałam się czerwonym rumieńcem, który mimo słabego światła, chyba nie umknął jego uwadze.  -  Yyy, przepraszam. - wydukałam lekko zakłopotana  -  Harry? Skąd się tu wziąłeś? Przecież mieliście wracać dopiero w przyszłym tygodniu. Nancy mi mówiła, że jeszcze nie zaplanowaliście lotu. - zadawałam mnóstwo pytań, nie dając chłopakowi nawet małej przerwy, by mógł odpowiedzieć mi na chociaż jedno z nich  -  Gdzie wy w ogóle byliście?

-Hej mała. Też miło cię widzieć. - rząd śnieżnobiałych ząbków ponownie ukazał się moim oczom.- Po pierwsze nie masz za co przepraszać i choć tu do mnie, się porządnie przywitaj. Myślisz, że ten króciutki uścisk po tak długim czasie mi wystarczył?  - Harry objął mnie swoimi umięśnionymi ramionami i mocno przytulił. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi tego brakowało. Ufałam Nancy i dobrze się z nią czułam, ale męskie ramiona, którym zawdzięczam życie, jakoś mocniej oddziaływały na moje poczucie bezpieczeństwa. Przecież nie mogę zapomnieć, że gdyby nie on, nie mocowałabym się przed chwilą z tymi cholernymi drzwiami -  A co nie cieszysz się na mój widok, że mówisz, że miałem być dopiero za tydzień? No wiesz jeśli chcesz, to możemy się spotkać za kilka dni, choć nie ukrywam, że wolałbym już tyle nie czekać. - ciągle trzymając mnie w szczelnym uścisku szepnął mi do ucha, co spowodowało, że ciarki przebiegły po moich plecach.

-Nie, nie, nie - jakby lekko przestraszona wizją, że mogłam urazić go moimi słowami, zaczęłam szybko wszystko tłumaczyć - To nie tak. Po prostu się nie spodziewałam. Chwilę temu rozmawiałam z Nancy o waszym przyjeździe i mówiła, że nawet ona nie jest do końca pewna, kiedy wracacie, ale na pewno nie w tym tygodniu. - uśmiechnęłam się szeroko i o ile to w ogólnie jeszcze możliwe mocniej wtuliłam się w chłopaka, wdychając jego niesamowite perfumy. Tęskniłam. Tak teraz mogę ostatecznie powiedzieć, że cholernie tęskniłam. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wreszcie cię widzę i też wolę już nie czekać kolejnych dni na powitalne spotkanie. Co jednak  nie zmienia faktu, że nadal nie wiem skąd się tu wziąłeś. - podniosłam delikatnie głowę i popatrzyłam mu w oczy.

-W zaistniałej sytuacji, nie jestem pewien, czy nam się udało, ale chcieliśmy zrobić ci z Niall'em niespodziankę. Chcieliśmy wyrwać cię z domu i zaskoczyć naszą obecnością, której z pewnością bardzo ci brakowało.

-Tak, zdecydowanie tak. Nawet bardzo. A co do niespodzianki, to jest bardzo udana. Nie miałam zielonego pojęcia, że tutaj będziecie. Zresztą Nancy chyba też. Przyszłyśmy tutaj przed chwilą, ale ona spotkała jakiś swoich znajomych.- chłopak zaczął się delikatnie śmiać i pokręcił przecząco głową, co zbytnio nie pasowało mi do całej sytuacji

- Chyba masz racje, że jednak wszystko nam się  udało. Nancy od początku wiedziała o całej sprawie. Miała przyprowadzić cię dzisiaj do klubu nie mówiąc ci nic, że tutaj będziemy. W sumie to kazaliśmy jej nawet trochę nakłamać o naszych planach powrotnych, bylebyś się tylko niczego nie domyśliła. Bilety kupiliśmy już dwa tygodnie temu i Nancy dobrze o tym wiedziała.  -  no i jak tu ufać ludziom? No jak?  -  Czekaliśmy na was przy stoliku, który zarezerwowaliśmy wczoraj wieczorem. Wszystko było idealnie zaplanowane, ale ktoś tu postanowił nam zwiać. Coś się stało, że chciałaś wyjść nawet przez przywitania, nie mówiąc już o pożegnaniu? - Harry uniósł zabawnie brwi i obdarzył mnie świdrującym wzrokiem.

-Czekaj, to wy siedzieliście przy naszym stoliku? To z wami Nancy się witała? - byłam lekko zdezorientowana całą sytuacją i zdziwiona, że nie udało mi się rozpoznać ani Harry'ego ani Nialla.

-Tak, a kto niby? - chłopak popatrzył na mnie ze zdziwieniem i ponownie pokazał białe ząbki

-A, to wiele wyjaśnia. Nie miej mi tego za złe, ale postanowiłam, jak to powiedziałeś "zwiać", bo was nie poznałam i najzwyczajniej w świecie się przestraszyłam. Wzięłam was za znajomych Nancy, których nie miałam jeszcze przyjemności spotkać. Stwierdziłam, że klub to nienajlepsze miejsce na poznanie i postanowiłam wrócić sama do domu. Pewnie byłabym już dawno w drodze, gdyby nie to, że znajdujemy się w tej dziwnej strefie VIP i nie mogę stąd wyjść bez jakiejś karty. A tak poza tym jak to się stało, że udało wam się zarezerwować tu stolik? Myślałam, że to nie jest dostępne dla wszystkich gości.

-Oj, jeszcze wiele się musisz o nas dowiedzieć. Mamy, że tak to nazwę, pewne kontakty. - o to bardzo pocieszająca informacja, choć odrobinę przewidywalna - Ale to może nie dzisiaj i nie tutaj. - o kolejna, jak fajnie, że wszystko jest takie przejrzyste i łatwe do ogarnięcia.- A co do twojej małej ucieczki, to nie masz się czym martwić, choć teraz jest mi naprawdę przykro, że mnie nie rozpoznałaś. - udał obrażoną minę i czekał aż go przeproszę - Przecież jestem jedyny w swoim rodzaju, nie można mnie pomylić z nikim innym.  -  zapomniał chyba dodać, że jest bardzo skromny -  A tak szczerze mówiąc to przestraszyliśmy  się, że coś ci się stało. Nie rób nam więcej takich rzeczy. Dzisiaj naprawdę się cieszę, że ktoś zamontował tu ten  czytnik kart. Genialny pomysł. - delikatnie potrząsnęłam głową, choć z zaistniałej sytuacji, chyba powinnam się z nim zgodzić - Wiem, że myślisz, co innego, ale powiedzmy, że szanuje twój upór.  Lily, jeśli chcesz to możemy im powiedzieć, że po prostu szukałaś toalety, powinni uwierzyć, bo przecież  nie wiedziałaś, że będziemy i, że na ciebie czekamy.

-Jeśli to nie będzie dla ciebie problemem. Nie chce, żeby Nancy miała wyrzuty sumienia. Wiem, że bardzo się mną przejmuje i trochę mi głupio, że oskarżyłam ją, o zaproszenie ludzi, których nie znam. - jak teraz sobie o tym pomyślę, to nie najlepiej czuję się z myślą, że prawie obraziłam się na przyjaciółkę, za coś czego nie zrobiła. Chyba jestem zbyt przewrażliwiona i wszędzie widzę zagrożenie. Coś mi się wydaję, że muszę trochę mniej uwagi poświęcać sobie, a zacząć bardziej myśleć o innych, a szczególnie o tych, którzy robią dla mnie tak wiele.

-Dla ciebie wszystko mała. - oj chyba nie wiesz, co mówisz Harry, bo jeszcze kiedyś wykorzystam twoje słowa, dodałam w myślach, uśmiechając się z wdzięcznością w oczach.

-Harry, a kiedy dowiem się o was czegoś więcej? Sam wspomniałeś, że nie wszystko jeszcze  wiem.   - to, że zżerała mnie ciekawość, to naprawdę bardzo delikatne stwierdzenie.

-Już niedługo. Już niedługo.  A teraz choć, bo będzie ciężko nam się wytłumaczyć. - Harry złapał mnie za rękę i zaprowadził do stolika, przy którym siedziała Nancy z Niallem. - Swoją drogą ślicznie wyglądasz. Miałem rację, że ta sukienka będzie na tobie leżeć idealnie.

-Dziękuję. - wydusiłam zaskoczona i znowu oblałam się rumieńcem.

Podobnie czule jak z Harrym przywitałam się też z Niall'em, który moim zdaniem podczas tego wyjazdu musiał spędzać trochę czasu na siłowni. Razem z zielonookim wcisnęliśmy im bajeczkę o toalecie, która łyknęli bez najmniejszego problemu. Chłopaki zamówili nam wszystkim po jeszcze jednym drinku i w znacznie mniej napiętej atmosferze zaczęliśmy opowiadać, co zmieniło się podczas nieobecności chłopaków. Oczywiście przez większość czasu byłam w centrum rozmowy, ale i tak nasze spotkanie zapowiadało się naprawdę dobrze. Strasznie się cieszę z niespodzianki jaką mi zrobili. To miłe z ich strony, że chcieli mnie czymś zaskoczyć i sprawdzić mi przyjemność. Może jeszcze nie wykorzystałam całej puli szczęścia?

***

-Czy mógłbym prosić panią do tańca? - Niall wyciągnął dłoń w moim kierunku i uśmiechnął się zalotnie unosząc brwi.

-Ale, że jak? Pan MNIE? - udałam zaskoczoną i jednocześnie oburzoną. Początkowo chłopak nie załapał, o co mi chodzi i patrzył na mnie lekko zdziwiony, ale dość szybko się zreflektował.

-Tak, ja panią.

-No cóż, zatem chyba nie mam wyboru. Pozwalam panu poprosić mnie do tańca. Mam tylko nadzieję, że umie pan tańczyć. - chłopak, nie czekał długo tylko ponownie wyciągnął do mnie rękę, którą tym razem bez zastanowienia złapałam, schował nasze karty do kieszeni i zaprowadził na dość zatłoczony parkiet.

- Nawet pani nie wie jak dobrze. - chwycił mnie za rękę i szybkim ruchem obrócił tak, że wylądowałam w jego ramionach. - Widzę, że z pani też całkiem niezła tancerka. - Chwila "sam na sam" z Niallem była mi bardzo na rękę. Chciałam się dowiedzieć, czegoś więcej lub chociaż umówić, się na kawę, żeby wreszcie wyjaśnił mi chorą sytuację z Matt'em. Mimo, że znamy się już jakiś czas, nadal nie mam pojęcia, dlaczego udawał przede mną kogoś innego. Jedyne czego jestem pewna to tego, że to ja byłam tą oszukaną osobą. Nie Harry. Zresztą, czy ktoś w ogóle się łudził, że mogło być inaczej? No raczej nie.

Tańczyliśmy już dłuższą chwilę, ale żadne z nas nie potrafiło zacząć rozmowy, choć czułam, że i on bardzo jej potrzebuje. Co jakiś czas wymienialiśmy się przelotnymi spojrzeniami, które z jednej strony nasilały moją ciekawość, a z drugiej hamowały moje pytania. Na parkiet wchodziło coraz więcej osób, a my coraz bardziej zbliżaliśmy się do ściany. Nie wiem czemu, ale chłopak ewidentnie bał się znaleźć w centrum sali. W sumie może to i dobrze? Może w ten sposób próbuje przygotować się jakoś do tego, co mam nadzieje nas nie uniknie. Niestety mam przykre wrażenie, że z każdym spotkaniem Niall'owi jest jakoś ciężej wyznać mi prawdę, jakby to niby małe kłamstewko, rosło wraz z długością naszej znajomości.  Robi się coraz bardziej tajemniczo, co nie do końca przypada mi do gustu.

-Lily - chłopak niespodziewanie "wyszeptał" mi do ucha - Ja dobrze wiem, o czym tak ciągle myślisz. Ja też nie mogę wyrzucić Mata z głowy, ale klub to naprawdę nienajlepsze miejsce na tą rozmowę. Chcę, żebyś wszystko dobrze zrozumiała i, żeby nie było żadnych niedomówień. Jeśli chcesz to zabiorę cię jutro do tej kawiarni, w której mieliśmy przyjemność się poznać. Choć miałaś mnie wtedy za kogoś innego, to mam nadzieje, że mimo wszystko dobrze wspominasz tamten czas i miejsce. Co ty na to? - wydaję mi się, że chłopak myślał o tym, co mi powiedzieć znacznie dłużej niż tylko podczas dzisiejszego tańca. Widzę, że jest bardzo zestresowany, ale jednocześnie bardzo pewny tego, co mówi. W sumie chyba ma racje, że głośna  muzyka i tabuny ludzi nie sprzyjają tak poważnej rozmowie, a skoro tyle czekałam na tą chwilę, to kilka godzin nie zrobi mi żadnej różnicy. Jak to mówią lepiej późno niż wcale.

-Dobrze, możemy iść do tej kawiarni. - popatrzyłam mu w oczy i mam wrażenie, że odnalazłam w nich odrobinę spokoju  i ulgi. Nie wiem sama, czy tak właśnie czuł, czy może to moje uczucia odbijały się w jego niebieskich tęczówkach jak w lustrze - To prawda, też nie mogę o tym choć na chwilę zapomnieć. Cieszę się, że jutro zaczniemy wszystko od początku, z czystą kartą. A przynajmniej taką właśnie mam nadzieję i tego oczekuję po jutrzejszej rozmowie.  - W odpowiedzi otrzymałam tylko ( lub aż ) szczery uśmiech. Zaczęliśmy znowu kołysać się w rytm muzyki, ja mocno w niego wtulona, a on z głową opartą o moją. Chwilo trwaj wiecznie!

Po kilku kolejnych utworach, podczas których bawiliśmy się z blondynem znacznie lepiej, dołączyła no nas pozostała dwójka. Może to tylko moje podejrzenia, ale mam wrażenie, że coś się dzieje, między Harrym a Nancy. Nie wiem czy, wypada mi ją tak o to po prostu zapytać, ale zacznę się im bardziej przyglądać. Moim pierwszym argumentem jest zdecydowanie to, że dzisiaj spędzili samotnie znaczną część spotkania, co można też powiedzieć o mnie i o Niall'u, ale chyba każdy widzi różnicę miedzy tymi dwoma przypadkami. Sądzę, że Harry i Niall jako najlepsi przyjaciele mówią sobie o wszystkim, więc kwestie miłosne są również jednymi z wielu, poruszanych przez nich, tematów. Zapewne Niall umówił się wcześniej z Harrym, że weźmie mnie na parkiet, aby oni mogli spędzić ten czas razem, nie wzbudzając większych podejrzeń. No prawie im się udało. Oczywiście nie mam im tego za złe. Przecież my z Niall'em też potrzebowaliśmy tej rozmowy, a raczej w dalszym ciągu potrzebujemy. Sama nie wiem, czy powinnam się bać tego, co jutro usłyszę.


***


Dzisiejszej nocy w klubie bawiliśmy się naprawdę wspaniale.  Tańczyliśmy, żartowaliśmy i nie przejmując się niczym, nie patrząc nerwowo na upływający szybko czas. Można powiedzieć, że żyliśmy chwilą, a tego mi zdecydowanie brakowało, z czego nawet nie zdawałam sobie sprawy. Chyba po prostu zapomniałam, jak to jest żyć tu i teraz. Wreszcie poczułam się wolna od wszystkich zmartwień, nieobciążona żadnymi problemami, jak zwyczajna młoda dziewczyna, czerpiąca z życia tyle, ile się da. Byłam sobą. Byłam tą Lily, która kilka lat temu bawiła się na osiemnastych urodzinach "przyjaciółki", która nie chciała się słuchać rodziców, przestrzegających ją przed alkoholem, każącym jej wrócić do domu przed północą. Byłam ta Lily, która więcej czasu spędzała poza domem, śpiąc u znajomych, imprezując całą noc lub dając prywatne koncerty koleżankom z klasy. Może to wydać się dziwne, ale taka właśnie kiedyś byłam. Kochałam rodziców i liczyłam się z każdym ich słowem, ale gdzieś w głębi duszy pragnęłam odrobiny buntu i spontaniczności. Nigdy też nie nadużywałam ich zaufania i pomimo licznych mniejszych lub większych występków, nic przed nimi nie ukrywałam. Pozwalali nacieszyć mi się młodością, pilnując jednocześnie, bym nie popełniła poważnego błędu. Dzisiaj z ogromną satysfakcją mogę powiedzieć, że nie udawałam.  Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam wrażenie, że wiem kim jestem, że poznaję samą siebie. Jakbym zgubiła się we własnym ciele i niespodziewanie się w nim odnalazła.  Czy ktoś zna to uczucie? Moim zdaniem to jedno z najpiękniejszych uczuć na ziemi!

***


-Choć Lily, zaprowadzę cię do twojego pokoju. - Harry złapał mnie za rękę i delikatnie przyciągnął w swoją stronę.  -  Mam nadzieję, że pamiętasz, że nasza propozycja jest cały czas aktualna i jeśli tylko coś się będzie działo, możesz u nas zamieszkać. Ten pokój będzie na ciebie czekał. - spojrzał na mnie, próbując zrobić bardzo poważną minę -  Chcę, żebyś o tym zawsze wiedziała -  objął mnie ramieniem i zaprowadził schodami na górę. Po wyjściu z imprezy chłopaki nie chcieli słyszeć o naszym samotnym powrocie do domu. Nie wchodziło też w grę, żebyśmy zamówiły sobie własną taksówkę lub nawet pojechały z nimi jedną, wysiadając po drodze. Mówiąc szczerze to zostało zadecydowane za nas, gdzie spędzimy noc, a raczej te kilka godzin, które z niej pozostało. W sumie to nie przeszkadzało mi to tak bardzo jak Nancy. Byłam okropnie zmęczona i jedyne czego pragnęłam to ciepłego, wygodnego łóżeczka. Wtedy nie miało dla mnie najmniejszego znaczenie, gdzie dokładnie będę spać. Alkohol bardzo zmienia człowieka, niekoniecznie na lepsze. Przyjaciółka nie było zbytnio zachwycona, że stanęłam po stronie chłopaków i postulowałam za spędzeniem nocy  nich domu, choć robiłam to tylko dlatego, że nie mogłam już ustać na nogach. Gdybym jednak wspierała Nancy i tak byśmy pojechały do chłopaków, ale nasza "kłótnia" nie trwałaby pięciu minut tylko pół godziny. Chyba nie zrobiłam nic złego?

Harry, jak na prawdziwego dżentelmena przystało, przepuścił mnie w drzwiach, prowadzących do mojej tymczasowej sypialni. Pokój, przygotowany dla mnie przez chłopaków, był zdecydowanie większy od tego, który udostępniła mi Nancy, czego oczywiście nie biorę za wadę mojego obecnego mieszkania. Pomieszczenie jak cały dom chłopaków jest  urządzony bardzo praktycznie i zarazem ze smakiem. Wszystkie dodatki - łącznie z ramkami wiszącymi na ścianie, czy obiciem krzesła stojącego przy biurku - pasowały do siebie idealnie. Jestem pewna, że i ten pokój jest zaprojektowany i wykończony przez wysokiej klasy projektanta wnętrz. Na przeciwko wejścia znajdowały się dwie pary drzwi, jedne prowadzące do jeszcze pustej garderoby, a drugie to niewielkiej, ale niezwykle pięknej łazieneczki. Przy lewej jasnoszarej ścianie znajdowało się sporych rozmiarów łóżko, przyozdobione licznymi poduszkami w kolorze fuksji , oczywiście idealnie dopasowanymi do reszty detali. Po jego obu stronach zostały umieszczone dwie białe szafki nocne, na których stały małe, nowoczesne lampki i świeże kwiaty, co ponownie bardzo mnie zaskoczyło. Zastanawiałam się, czy chłopaki rozstawiają pełne wazony na co dzień, czy może tylko kiedy spodziewają się gości. Kolejnym rzucającym się w oczy elementem pomieszczenia jest duże lustro w przepięknej, szarej ramie, wiszącej nad łóżkiem. Lewy róg pokoju zajmowało biurko, zrobione z szarego blatu, przymocowanego na stałe do ściany. Po przeciwnej stronie została postawiona podobnego koloru kanapa, przykryta białym, puszystym kocem. Natomiast naprzeciwko łóżka znajdowało się wyjście, na duży taras, idealnie wyposażony na kawowe spotkania z przyjaciółmi.  W skrócie jest to po prostu pokój o jakim marzy prawie każdy, a w szczególności kobiety. Czy byłabym w stanie uwierzyć komukolwiek,  jeśli pól roku temu powiedziałby mi, że będę nocować w takich luksusach? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Sądzę, że nikt na moim miejscu, uznałaby to za nierealne.

-Dziękuję Harry. - ponownie rozejrzałam się po pokoju, choć spędziłam już w nim kilka nocy, zanim wprowadziłam się do Nancy, nadal nie mogłam się nacieszyć tym widokiem.  - Pamiętam o waszej propozycji, ale póki co nie planuję zmieniać mieszkania. Naprawdę dobrze mieszka mi się z Nancy. Dogadujemy się i raczej nie przeszkadzamy sobie. Przynajmniej nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek problemach. A tak poza tym i tak już jestem dla was sporym finansowym kłopotem.  - teatralnie machnęłam ręką - Właśnie Harry. Dostałam już pierwszą wypłatę i chciałabym, spłacić wam chociaż część długu. Może poproszę Nancy, żeby zrobiła wam przelewy, a ja jej dam gotówkę. Może tak być?

-Nie, nie może - popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Byłam prawie pewna, że nie będzie to im zbytnio przeszkadzać, ale jestem też w stanie zaakceptować fakt, że coś im nie odpowiada. W końcu jestem dla nich tylko pasożytem, a to są ich własne pieniądze, które chcą odzyskać. - Nie zgadzam się na taki układ, a nawet nie ZGADZAMY. Postanowiliśmy z Niall'em i nie masz innej opcji, jak tylko się z nami zgodzić, że pierwsza wypłata wędruje cała do ciebie. Chcemy, żebyś poczuła się niezależna od nikogo, bo tak właściwie już jest. Wybierz się na zakupy, do kina, do restauracji, gdziekolwiek tylko chcesz. I proszę, nie wliczaj żadnych opłat z tego miesiąca do twojego wyimaginowanego długu. Nazwijmy to prezentem na nową drogę życia. - byłam kompletnie zszokowana, jak wtedy, gdy ujrzałam niby obcych mężczyzn w klubie. Z tą jednak różnicą, że teraz byłam stu procentowo pewna tego, co doszło do moich uszu.

-Harry, ja...Ja nie mogę się z wami zgodzić. Już i tak ofiarowaliście mi za wiele i po prostu nie mogę już przyjąć od was niczego więcej. Nie, wybacz, ale nie będzie tak, jak chcecie.  - naprawdę doceniam ich propozycję, ale to  jest za dużo. Już w tej chwili czuję się dla nich ogromnym ciężarem, a co dopiero jeśli mam uznać, że cały ten miesiąc żyłam na ich koszt. Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja i chyba każdy jest w stanie zrozumieć, dlaczego jestem wręcz zmuszona tym razem kategorycznie odmówić chłopakom.

-Uwierz mi, że będzie. Nie weźmiemy od ciebie teraz ani grosza, choćbyś błagała Nancy o kolejne przelewy lub będziesz próbowała wcisnąć nam kopertę - wszystko będzie do ciebie wracać.  Lily, my nie pomagamy ci dla pieniędzy. Mogę cię zapewnić, że bez tego, co przeznaczyliśmy dla ciebie, nasz poziom życia nie uległ żadnej zmianie na gorsze. Wręcz przeciwnie - jesteśmy bardzo szczęśliwi, że te pieniądze nie leżą bezsensu na koncie, tylko są u kogoś, kto w tej chwili potrzebuje ich bardziej niż my. Dlatego proszę, zrób nam tą ogromną przyjemność i daj sobie pomóc jeszcze raz.

-Nie, Harry. Nie mogę, ja się wam nigdy nie spłacę. - w takiej sytuacji, kiedy jestem prawie postawiona pod ścianą, nie przychodzą mi do głowy żadne sensowne argumenty. Wymówkę, że nie będę miała jak się im odpłacić, znają już na pamięć i coś mi się wydaje, że ona na nich nie działa. Ktoś pomoże?

-Mała, nikt tu nie mówi o żadnym spłacaniu.  - Harry gestem ręki pokazał, żebym usidła na, stojącej obok nas, kanapie, co również sam uczynił.  -  Będziesz miała z czego nam oddać super, nie będziesz miała nic nie szkodzi. Uwierz mi, gdyby nam brakowało kasy, nie oferowalibyśmy czegoś takiego. Wiemy na co, możemy sobie pozwolić i na tej liście jest nasz ulubiony punkt "pomoc kochanej, małej Lily". Nie wezmę teraz od ciebie żadnych pieniędzy.  - już miałam coś powiedzieć, ale chłopak nie dał mi dojść do słowa - Wiem, że zaraz powiesz, że umawialiśmy się na coś innego, ale to nie oznacza, że nie można wprowadzić małych poprawek, które są moim zdaniem bardzo korzystne dla obu stron. Ty masz większą niezależność i swobodę, a my jeszcze większą satysfakcję z pomocy.

-Ja rozumiem Harry, ale...

-Nie ma żadnego "ale". Ja się nie pytałem, czy podoba ci się nasz pomysł, tylko grzecznie cię poinformowałem, że tak zadecydowaliśmy. Nie ma już odwrotu. Lily, nie po prostu nie możesz nam odmówić. Zresztą rozmawialiśmy już o tym z Nancy i sama powiedziała, że też się zastanawiała, czy w ogóle powinna od ciebie brać jakiekolwiek pieniądze za ten miesiąc. Przypominam ci też, że już raz dałaś nam swoje wszystkie oszczędności.

-Ale...

-Żadnego "ale". Nie każ mi się ciągle powtarzać. Może prześpij się z tą informacją i rano przybiegnij do kuchni na pyszne śniadanko  z zupełnie innym nastawieniem do całej sytuacji. - przytulił mnie mocno i ucałował w czubek głowy - Dobranoc mała. Śpij dobrze, a gdyby coś się działo to wiesz, gdzie mnie szukać. - puścił mnie i powolnym krokiem udał się w kierunku drzwi - Słodkich snów.

-Dobrze, jutro jeszcze o tym poważnie wspólnie z Niall'em porozmawiamy. Dobranoc Harry. Jeszcze raz dziękuję za wszystko - chyba całą noc będę szukać takich argumentów, których nie uda im się podważyć. Wiem, że nie będzie łatwo, ale muszę chociaż spróbować. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym poddała się bez choćby cienia walki.

***

Mimo, że było już kilkadziesiąt minut po trzeciej w nocy i czułam się okropnie zmęczona, nie byłam w stanie zmrużyć oka. Po moim wcześniejszym znakomitym humorze nie było nawet śladu. Teraz naszła mnie ogromna fala wyrzutów sumienia. Biłam się z myślą, że pozwoliłam sobie na zabawę, kompletnie zapominając o rodzicach. Po raz kolejny w przeciągu ostatnich dni złapała się na tym, że kompletnie nie brałam pod uwagę ich możliwej decyzji czy rady. Choć jestem pewna, że chcieliby, żebym była szczęśliwa i korzystała z życia, to czuję się podle z myślą, że mogłam ich w ten sposób zawieść.  Wiem, że o to właśnie chodzi pani Powell, żebym usamodzielniła się również w sferze psychicznej, żebym przestała negocjować każdą decyzję z osobami, których obok mnie już nie ma. Nie chodzi jej o zapomnienie, ale o pogodzenie się ze stratą. Momentami mam wrażenie, że jestem już na dobrej drodze, a może nawet na jej końcu, ale zawsze przyjdzie taka chwila, jak ta, w której się obecnie znajduję, że wszystko trzeba zacząć od nowa. Ktoś kto próbowałby w tej chwili czytać mi w myślach i chciał coś z nich wyczytać,  nic by nie zrozumiał. Zresztą ja chyba sama się już dawno  w nich pogubiłam. Bo jak wytłumaczyć fakt, że tego samego dnia jestem przeszczęśliwa, że odnalazłam dawną siebie i zrozpaczona, że do tego dopuściłam? Coś mi się wydaję, że kolejna wizyta u pani Powell będzie znacznie szybciej, niż to wstępnie zaplanowałyśmy. A kolejne może znacznie częściej?

Bijąc się ze sprzecznymi myślami w mojej głowie, siedziałam na skraju łóżka,otulona kołdrą po sam czubek nosa . Wpatrywałam się w uginające się korony drzew i coraz częstsze błyskawice. Burza - kolejny powód, dla którego tej nocy, nie uda mi się zasnąć choćby na chwilę. Nie mam żadnych złych wspomnień związanych bezpośrednio z tym zjawiskiem. Pamiętam tylko, że moja mama panicznie bała się grzmotów i błysków, co odziedziczyłam chyba po niej w genach.  No cóż, przecież nie dziedziczymy tylko dobrych i pozytywnych cech czy przyzwyczajeń.

***

-Śpisz? - gwałtownie podskoczyłam, kompletnie nie spodziewając się niczyjich odwiedzin - Nie bój się, to tylko ja. Mogę wejść?

-Hej, tak. Wchodź. Coś się stało?

-W sumie to nic takiego, sprawdzam tylko, czy jest może w tym domu ktoś, kto też nie może tej nocy zmrużyć oka i z kim mogę porozmawiać,  w tą burzową noc.  Spałaś?

-Nie, podobnie jak ty nie miałam jeszcze przyjemność zasnąć. Siadaj - delikatnie się przesunęłam i poklepałam miejsce obok siebie - Zmieścimy się razem. O czym pogadamy?

-O wszystkim - chyba jednak zapowiada się bardzo ciekawa noc



___________________________________

Jest 10 już rozdział! Zdecydowanie dłuższy od pozostałych i chyba jeden z bardziej pracochłonnych, jakie do tej pory pojawiły się na moim blogu. Mam nadzieję, że wam się podoba i będziecie czekać na kolejne części historii Lily.
Rozdział 11 pojawi się (podobnie jak ten rozdział) dopiero wtedy, kiedy pod tym postem znajdzie się choć jeden komentarz :) Czekając na publikację 10 rozdziału, zaczęłam już pisać kolejną część historii (mam nadzieję, że to zmotywuje was do aktywniejszego udziału na blog).  Mam też do was małą prośbę - jeśli podoba wam się blog, polecajcie go innym! Im więcej czytelników tym więcej chęci do pisania!
Także zapraszam serdecznie do czytania, komentowania i oczekiwania na kolejne rozdziały!


8 komentarzy:

  1. Cuuuudoooo!!! Czekam na next!💕

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!

      I jeszcze raz OGROMNIE przepraszam za opóźnienia :(

      Usuń
  2. Jeżeli tu wrócisz napiszę ci baaardzo długi i sensowny komentarz. Ale na chwilę obecną wygląda mi to na porzucone...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      rozdział 10 został dodany zaledwie 3 dni temu :) nie porzuciłam bloga - rodził 11 jest już tworzony (raczej nie pojawi się w tym tygodniu, ale bardzo prawdopodobne jest, że będzie za 1,5tygodnia/2tygodnie)
      Także jeśli dobrze zrozumiałam twój komentarz to NIE PORZUCIŁAM bloga :)
      Może rozdziały nie są dodawane bardzo regularnie, ale nie mam zamiaru nie skończyć opowiadania - jeśli będę do tego zmuszona, to zostanie on wtedy zawieszony, abym mogła go po jakimś czasie dokończyć ( ALE NIE ZAIERZAM PÓKI CO GO ZAWIESZAĆ - CHCĘ GO DOPROWADZIĆ DO KOŃCA)

      Mam nadzieję, że wrócisz na bloga i zapoznasz się z moją historią :)

      Życzę miłego czytania i zachęcam do komentowania :)

      Usuń
  3. To ja! W końcu znalazłam czas, aby tu wpaść, tak jak obiecałam. Ojejku... Dziewczyno świetnie piszesz! Ja sama chciałabym pisać tak wspaniale.
    O co muszę przyznać to to, że już w kilku sytuacjach zgadłam o co chodzi. Mianowicie mówię o tym, że Maty to tak naprawdę Niall, co już wiedziałam przy pierwszym spotkaniu z nim. Wiedziałam, że na napewno oni mają tą gitarę i wiem jeszcze wiele, wiele innych rzeczy. Haha. Podejrzewam, że tak łatwo to zgadłam przez to ile już blogów przeczytałam, a mam ich już około 60 na koncie. Teraz też mam swoją teorię. Myślę, że Niall i Harry tak jak w prawdziwym życiu należą do zespołu, a to że nie było ich tak długo oznacza, że pewnie było w trasie. A co do rodziców Lily i tego, że nie miała nic, przez co wynikała jej bezdomność, podejrzewam, że przyczyną tego mógł być pożar, w którym oni zginęli i wraz z nimi wszystko się spaliło. Ale to moje takie "Myślę, że...". To twój blog i zapewne masz już cały scenariusz tego jak to wszystko będzie wyglądać.
    Jeszcze raz muszę to napisać, że piszesz świetnie, a moim marzeniem jest, abym ja sama tak pisała.
    A zgodnie z obietnicą wstawię dziś link do twojego opowiadania na moim blogu.
    Zostanę tu na dłużej 😊. I mam nadzieję, że obie będziemy wspierać się w naszych, że tak to nazwę, amatorskim pisaniu.
    Muszę jeszcze raz to napisać: wszystko jest genialne!
    Pozdrawiam,
    /Perriele rebel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Matt, literówka, a raczej głupia autokorekta 😂

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że po wrócisz do pisania?

    OdpowiedzUsuń
  5. Powrócę!!!

    Myślałam, że wakacje to przecież TYLEEEE czasu. No cóż. Cały czas w rozjazdach (często ponad tydzień bez dostępu do komputera lub nawet internetu). Do końca wakacji postaram się coś (może więcej cosi) opublikować. Tym razem zawiodły mnie warunki internetowe podczas moich wakacyjnych wypraw.
    Dopiero teraz wróciłam do domu na dobre (tak mi się przynajmniej wydaje) i postaram się dzisiaj dokończyć, zaczęty już dawno rozdział (dzisiaj raczej się nie pojawi, ale może jutro?) czekajcie - a się doczekacie!


    Kocham was bardzo (szczególnie za to, że wytrzymujecie moje dłuuuugie przerwy)

    OdpowiedzUsuń