piątek, 25 sierpnia 2017

UWAGA! WAŻNA INFORMACJA!

Tak jak wcześniej pisałam rozdział 11 był już zaczęty dosyć dawno. Wczoraj go kończyłam i dzisiaj chciałam poprawić wszystkie błędy itp. i uwaga! Zamiast skopiować usunęłam cały rozdział!!!!! Zachowała mi się tylko sama końcówka rozdziału, bo nie wiem namwet kiedy, ale w amoku próby odzyskania rozdziału zrobiłam zrzut ekranu. (a nie ukrywam, że ze względu na to, że zaczęłam pracę nad rozdziałęm dosyć dawno, ciężko będzie mi teraz to wszytsko odtworzyć). W momencie kiedy usunęłam doszło to "samozapisu" i wszystko dosłownie przepadło! A miałam tylko sprawdzić długość rozdziału i go opublikować!!! Postaram się teraz napisać od nowa tak dużo jak się da i ewentualnie opublikować rozdział w częściach.

Okropnie was przepraszam, ale to był nieprzyjemny przypadek.
Najgorsze jest to, że to był mój chyba ulubiony rozdział, jaki do tej pory  napisałam.

Update!

Nie, nie udało mi się nic więcej odzyskać, ale na szczęście dzisiaj mam dość spory przypływ weny i już udało mi się napisać dość spory kawałek jedenastego rozdziału. Postanowiłam, że będę dzisiaj pisać tak długo, aż nie zasnę na klawiaturze, więc trzymajcie za mnie kciuki. Mam ogromną nadzieję, że jutro uda mi się wszystko skończyć i, że nic się nie usunie!

Przepraszam jeszcze raz!

Wracam do pracy

czwartek, 29 czerwca 2017

Rozdział dziesiąty


NIE ZAPOMNIJ ZAPOZNAĆ SIĘ Z INFORMCJĄ POD ROZDZIAŁEM!



To zdecydowanie nie była pomyłka. Nancy kompletnie nie zachowywała się jak osoba, która byłaby zaskoczona tym spotkaniem. Wręcz przeciwnie wszystko wyglądało na zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Przecież nawet wybranie właśnie tego - ostatniego- stolika miało w tej sytuacji głębszy sens. Wydaje mi się, że nie chodziło jedynie o moje poczucie bezpieczeństwa, ale o możliwość ukrycia przede mną zaistniałego faktu, jak długo to tylko możliwe. Tylko dlaczego? Czy tylko ja uważam, że to bardzo dziwne podejście? Po co robić z tego taką tajemnice, bo niespodzianką bym tego nie nazwała. Chyba teraz rozumiem, co Nancy miała na myśli, przypominając mi, że przecież chciałam znowu wyjść do ludzi. Nie ma to jak dobry początek.

Dziewczyna była tak podekscytowana całą sytuacją, że nawet nie zwróciła uwagi, że nie ruszyłam się nawet o krok w kierunku wspomnianego stolika. Próbowałam dojrzeć coś więcej, ale niestety przez panujący wszędzie półmrok nie byłam w stanie do końca określić, czy choć raz  w życiu widziałam  owe, nieznane mi  postacie rozmawiające z Nancy, choć jestem prawie pewne, że nie miałam takiej "przyjemności". Jedyne o czym jestem przekonana na tysiąc procent jest fakt, że obok Nancy stoi dwóch mężczyzn. Uwaga mam konkurs. Dlaczego nadal stoję w miejscu, zamiast iść w kierunku przyjaciółki? Chyba nigdy nie uwierzę, że to właśnie ona wywinęła mi taki numer.

Stojąc dość daleko obserwowałam, jak się witają, przytulają i zdecydowanie cieszą na swój widok. Nawet w tym słabym świetle mogłam wywnioskować, że znali się dosyć dobrze, a ja miałam robić chyba dzisiaj za przysłowiowe piąte koło u wozu. Przecież nie ma co się zastanawiać, czy znam te osoby, czy też nie, skoro odpowiedź jest bardzo jasna i czytelna. Nie znam praktycznie nikogo oprócz Harry'ego, Nialla, którzy są obecnie setki, jak nie tysiące kilometrów od domu. Ktoś mi może tylko wytłumaczyć po jaką cholerę ona mnie tu przyprowadziła? Rozumiem, że ma innych znajomych poza mną i chłopakami, ale jeśli naprawdę chciała mnie poznać ze swoimi kolegami, to mogła zaprosić ich do naszego mieszkania. Byłoby mi zdecydowanie łatwiej przezwyciężyć strach i kontrolować sytuację, a teraz nie sądzę, bym potrafiła się chociaż przedstawić. Pani Powell zawsze mi powtarza, że miejsce spotkania ma bardzo istotne znaczenie i sądzę, że ciemny klub nie zalicza się do grupy "bezpieczne miejsca, na pierwsze spotkanie z facetem". Stałam jak kołek w miejscu, gdzie zostawił nas barman, nie mogąc zrobić ani kroku wprzód ani w tył, jakby mnie całkowicie sparaliżowało lub jakby ktoś przykleił mi stopy do ziemi. A już wydawało mi się, że naprawdę zaczynam radzić sobie z tym wszystkim.

Mój stan otępienia, wywołany przez szok i lęk trwał stosunkowo krótko, dlatego kiedy wreszcie udało mi się ocknąć i pomyśleć "rozsądnie", postanowiłam powoli się wycofać i spróbować wrócić sama do domu. Chciałam jedynie zostawić  Nancy wiadomość w postaci SMS, że źle się poczułam, a nie chciałam psuć jej spotkania z przyjaciółmi. Sądzę, że może to jeszcze chwilę potrwać zanim się zorientuje, że mnie nie ma i nie będzie zmuszać mnie, żebym wracała. Wiem, że mało to odpowiedzialne, ale ma ktoś inny pomysł? A może trochę samodzielności dobrze mi zrobi? Kto wie.

Powoli, drobnymi kroczkami zaczęłam wprowadzać mój plan w życie i kiedy już chciałam złapać za klamkę, aby otworzyć drzwi, którymi się tutaj dostałam, zdałam sobie sprawę, że nie mam za co złapać. Nie wiem jak opisać, co czułam w momencie, kiedy zorientowałam się, że znalazłam się w pułapce, ale na pewno nie było mi do śmiechu. Przecież stąd musi być jakieś wyjście? Choćby dla personelu, ale jednak.  Chyba w akcie desperacji zaczęłam pukać w wielkie, drewniane drzwi, choć sama wiedziałam, że nikt mnie tam nie usłyszy. Krzyczenie "pomocy" też raczej nie miałoby najmniejszego sensu, bo głośna muzyka idealnie maskowałaby mój głos.  Dopiero teraz zauważyłam mały napis, umieszony nad niewielką metalową powierzchnią, ułatwiającą prawdopodobnie odepchnięcie drzwi, " TU PRZYŁÓŻ KARTĘ".  Kartę? To w strefie VIP płaci się także za wyjście? Z bogatych to potrafią zdzierać pieniądze na każdym kroku, a ci i tak nic nie zauważą. Przyjrzałam się dokładniej informacji i cała sprawa jakby się troszeczkę rozjaśniła. "TU PRZYŁÓŻ KARTĘ  - umożliwiającą wejście na parkiet poza strefą VIP" No tak. Barman wspominał coś o jakiś kartach. Brawo ja. Karty są przy naszym stoliku. Przy stoliku, od którego próbuję właśnie uciec. Czy może być dzisiaj jeszcze gorzej? Mówiłam coś o jakiejś fali szczęścia? Chyba się znowu skończyła. Długo to ona nie trwała. Z bezsilności oparłam się o ścianę i cicho zaklęłam pod nosem, przymykając jednocześnie powieki.

-Yhm, przepraszam. Może ci jakoś pomóc... Lily. -  czy ja się przypadkiem nie przesłyszałam? Jeśli jednak mój słuch mnie nie zawiódł, to  ktoś zwrócił się do mnie po imieniu. Jestem pewna, że to nie jest głos przyjaciółki, choć mam dziwne wrażenie, że gdzieś już go słyszałam. Męski, dosyć niski, lekka chrypka... Zaraz, zaraz, czy to nie jest....

-Harry? - odwróciłam się w kierunku, z którego dochodził głos i momentalnie zapomniałam o sytuacji, w której się znajdowałam. Zobaczyłam ładnie przystrzyżone loczki, uśmiech od ucha do ucha i parę przepięknych oczu, wpatrzonych we mnie. Nie myśląc wiele lub raczej wcale, zatopiłam się w jego ramionach, jakby miał mi zaraz uciec, a ja moim uściskiem miałabym go zatrzymać.  Szybko jednak się opamiętałam i równie gwałtownie odrywając się od niego, cała oblałam się czerwonym rumieńcem, który mimo słabego światła, chyba nie umknął jego uwadze.  -  Yyy, przepraszam. - wydukałam lekko zakłopotana  -  Harry? Skąd się tu wziąłeś? Przecież mieliście wracać dopiero w przyszłym tygodniu. Nancy mi mówiła, że jeszcze nie zaplanowaliście lotu. - zadawałam mnóstwo pytań, nie dając chłopakowi nawet małej przerwy, by mógł odpowiedzieć mi na chociaż jedno z nich  -  Gdzie wy w ogóle byliście?

-Hej mała. Też miło cię widzieć. - rząd śnieżnobiałych ząbków ponownie ukazał się moim oczom.- Po pierwsze nie masz za co przepraszać i choć tu do mnie, się porządnie przywitaj. Myślisz, że ten króciutki uścisk po tak długim czasie mi wystarczył?  - Harry objął mnie swoimi umięśnionymi ramionami i mocno przytulił. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi tego brakowało. Ufałam Nancy i dobrze się z nią czułam, ale męskie ramiona, którym zawdzięczam życie, jakoś mocniej oddziaływały na moje poczucie bezpieczeństwa. Przecież nie mogę zapomnieć, że gdyby nie on, nie mocowałabym się przed chwilą z tymi cholernymi drzwiami -  A co nie cieszysz się na mój widok, że mówisz, że miałem być dopiero za tydzień? No wiesz jeśli chcesz, to możemy się spotkać za kilka dni, choć nie ukrywam, że wolałbym już tyle nie czekać. - ciągle trzymając mnie w szczelnym uścisku szepnął mi do ucha, co spowodowało, że ciarki przebiegły po moich plecach.

-Nie, nie, nie - jakby lekko przestraszona wizją, że mogłam urazić go moimi słowami, zaczęłam szybko wszystko tłumaczyć - To nie tak. Po prostu się nie spodziewałam. Chwilę temu rozmawiałam z Nancy o waszym przyjeździe i mówiła, że nawet ona nie jest do końca pewna, kiedy wracacie, ale na pewno nie w tym tygodniu. - uśmiechnęłam się szeroko i o ile to w ogólnie jeszcze możliwe mocniej wtuliłam się w chłopaka, wdychając jego niesamowite perfumy. Tęskniłam. Tak teraz mogę ostatecznie powiedzieć, że cholernie tęskniłam. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wreszcie cię widzę i też wolę już nie czekać kolejnych dni na powitalne spotkanie. Co jednak  nie zmienia faktu, że nadal nie wiem skąd się tu wziąłeś. - podniosłam delikatnie głowę i popatrzyłam mu w oczy.

-W zaistniałej sytuacji, nie jestem pewien, czy nam się udało, ale chcieliśmy zrobić ci z Niall'em niespodziankę. Chcieliśmy wyrwać cię z domu i zaskoczyć naszą obecnością, której z pewnością bardzo ci brakowało.

-Tak, zdecydowanie tak. Nawet bardzo. A co do niespodzianki, to jest bardzo udana. Nie miałam zielonego pojęcia, że tutaj będziecie. Zresztą Nancy chyba też. Przyszłyśmy tutaj przed chwilą, ale ona spotkała jakiś swoich znajomych.- chłopak zaczął się delikatnie śmiać i pokręcił przecząco głową, co zbytnio nie pasowało mi do całej sytuacji

- Chyba masz racje, że jednak wszystko nam się  udało. Nancy od początku wiedziała o całej sprawie. Miała przyprowadzić cię dzisiaj do klubu nie mówiąc ci nic, że tutaj będziemy. W sumie to kazaliśmy jej nawet trochę nakłamać o naszych planach powrotnych, bylebyś się tylko niczego nie domyśliła. Bilety kupiliśmy już dwa tygodnie temu i Nancy dobrze o tym wiedziała.  -  no i jak tu ufać ludziom? No jak?  -  Czekaliśmy na was przy stoliku, który zarezerwowaliśmy wczoraj wieczorem. Wszystko było idealnie zaplanowane, ale ktoś tu postanowił nam zwiać. Coś się stało, że chciałaś wyjść nawet przez przywitania, nie mówiąc już o pożegnaniu? - Harry uniósł zabawnie brwi i obdarzył mnie świdrującym wzrokiem.

-Czekaj, to wy siedzieliście przy naszym stoliku? To z wami Nancy się witała? - byłam lekko zdezorientowana całą sytuacją i zdziwiona, że nie udało mi się rozpoznać ani Harry'ego ani Nialla.

-Tak, a kto niby? - chłopak popatrzył na mnie ze zdziwieniem i ponownie pokazał białe ząbki

-A, to wiele wyjaśnia. Nie miej mi tego za złe, ale postanowiłam, jak to powiedziałeś "zwiać", bo was nie poznałam i najzwyczajniej w świecie się przestraszyłam. Wzięłam was za znajomych Nancy, których nie miałam jeszcze przyjemności spotkać. Stwierdziłam, że klub to nienajlepsze miejsce na poznanie i postanowiłam wrócić sama do domu. Pewnie byłabym już dawno w drodze, gdyby nie to, że znajdujemy się w tej dziwnej strefie VIP i nie mogę stąd wyjść bez jakiejś karty. A tak poza tym jak to się stało, że udało wam się zarezerwować tu stolik? Myślałam, że to nie jest dostępne dla wszystkich gości.

-Oj, jeszcze wiele się musisz o nas dowiedzieć. Mamy, że tak to nazwę, pewne kontakty. - o to bardzo pocieszająca informacja, choć odrobinę przewidywalna - Ale to może nie dzisiaj i nie tutaj. - o kolejna, jak fajnie, że wszystko jest takie przejrzyste i łatwe do ogarnięcia.- A co do twojej małej ucieczki, to nie masz się czym martwić, choć teraz jest mi naprawdę przykro, że mnie nie rozpoznałaś. - udał obrażoną minę i czekał aż go przeproszę - Przecież jestem jedyny w swoim rodzaju, nie można mnie pomylić z nikim innym.  -  zapomniał chyba dodać, że jest bardzo skromny -  A tak szczerze mówiąc to przestraszyliśmy  się, że coś ci się stało. Nie rób nam więcej takich rzeczy. Dzisiaj naprawdę się cieszę, że ktoś zamontował tu ten  czytnik kart. Genialny pomysł. - delikatnie potrząsnęłam głową, choć z zaistniałej sytuacji, chyba powinnam się z nim zgodzić - Wiem, że myślisz, co innego, ale powiedzmy, że szanuje twój upór.  Lily, jeśli chcesz to możemy im powiedzieć, że po prostu szukałaś toalety, powinni uwierzyć, bo przecież  nie wiedziałaś, że będziemy i, że na ciebie czekamy.

-Jeśli to nie będzie dla ciebie problemem. Nie chce, żeby Nancy miała wyrzuty sumienia. Wiem, że bardzo się mną przejmuje i trochę mi głupio, że oskarżyłam ją, o zaproszenie ludzi, których nie znam. - jak teraz sobie o tym pomyślę, to nie najlepiej czuję się z myślą, że prawie obraziłam się na przyjaciółkę, za coś czego nie zrobiła. Chyba jestem zbyt przewrażliwiona i wszędzie widzę zagrożenie. Coś mi się wydaję, że muszę trochę mniej uwagi poświęcać sobie, a zacząć bardziej myśleć o innych, a szczególnie o tych, którzy robią dla mnie tak wiele.

-Dla ciebie wszystko mała. - oj chyba nie wiesz, co mówisz Harry, bo jeszcze kiedyś wykorzystam twoje słowa, dodałam w myślach, uśmiechając się z wdzięcznością w oczach.

-Harry, a kiedy dowiem się o was czegoś więcej? Sam wspomniałeś, że nie wszystko jeszcze  wiem.   - to, że zżerała mnie ciekawość, to naprawdę bardzo delikatne stwierdzenie.

-Już niedługo. Już niedługo.  A teraz choć, bo będzie ciężko nam się wytłumaczyć. - Harry złapał mnie za rękę i zaprowadził do stolika, przy którym siedziała Nancy z Niallem. - Swoją drogą ślicznie wyglądasz. Miałem rację, że ta sukienka będzie na tobie leżeć idealnie.

-Dziękuję. - wydusiłam zaskoczona i znowu oblałam się rumieńcem.

Podobnie czule jak z Harrym przywitałam się też z Niall'em, który moim zdaniem podczas tego wyjazdu musiał spędzać trochę czasu na siłowni. Razem z zielonookim wcisnęliśmy im bajeczkę o toalecie, która łyknęli bez najmniejszego problemu. Chłopaki zamówili nam wszystkim po jeszcze jednym drinku i w znacznie mniej napiętej atmosferze zaczęliśmy opowiadać, co zmieniło się podczas nieobecności chłopaków. Oczywiście przez większość czasu byłam w centrum rozmowy, ale i tak nasze spotkanie zapowiadało się naprawdę dobrze. Strasznie się cieszę z niespodzianki jaką mi zrobili. To miłe z ich strony, że chcieli mnie czymś zaskoczyć i sprawdzić mi przyjemność. Może jeszcze nie wykorzystałam całej puli szczęścia?

***

-Czy mógłbym prosić panią do tańca? - Niall wyciągnął dłoń w moim kierunku i uśmiechnął się zalotnie unosząc brwi.

-Ale, że jak? Pan MNIE? - udałam zaskoczoną i jednocześnie oburzoną. Początkowo chłopak nie załapał, o co mi chodzi i patrzył na mnie lekko zdziwiony, ale dość szybko się zreflektował.

-Tak, ja panią.

-No cóż, zatem chyba nie mam wyboru. Pozwalam panu poprosić mnie do tańca. Mam tylko nadzieję, że umie pan tańczyć. - chłopak, nie czekał długo tylko ponownie wyciągnął do mnie rękę, którą tym razem bez zastanowienia złapałam, schował nasze karty do kieszeni i zaprowadził na dość zatłoczony parkiet.

- Nawet pani nie wie jak dobrze. - chwycił mnie za rękę i szybkim ruchem obrócił tak, że wylądowałam w jego ramionach. - Widzę, że z pani też całkiem niezła tancerka. - Chwila "sam na sam" z Niallem była mi bardzo na rękę. Chciałam się dowiedzieć, czegoś więcej lub chociaż umówić, się na kawę, żeby wreszcie wyjaśnił mi chorą sytuację z Matt'em. Mimo, że znamy się już jakiś czas, nadal nie mam pojęcia, dlaczego udawał przede mną kogoś innego. Jedyne czego jestem pewna to tego, że to ja byłam tą oszukaną osobą. Nie Harry. Zresztą, czy ktoś w ogóle się łudził, że mogło być inaczej? No raczej nie.

Tańczyliśmy już dłuższą chwilę, ale żadne z nas nie potrafiło zacząć rozmowy, choć czułam, że i on bardzo jej potrzebuje. Co jakiś czas wymienialiśmy się przelotnymi spojrzeniami, które z jednej strony nasilały moją ciekawość, a z drugiej hamowały moje pytania. Na parkiet wchodziło coraz więcej osób, a my coraz bardziej zbliżaliśmy się do ściany. Nie wiem czemu, ale chłopak ewidentnie bał się znaleźć w centrum sali. W sumie może to i dobrze? Może w ten sposób próbuje przygotować się jakoś do tego, co mam nadzieje nas nie uniknie. Niestety mam przykre wrażenie, że z każdym spotkaniem Niall'owi jest jakoś ciężej wyznać mi prawdę, jakby to niby małe kłamstewko, rosło wraz z długością naszej znajomości.  Robi się coraz bardziej tajemniczo, co nie do końca przypada mi do gustu.

-Lily - chłopak niespodziewanie "wyszeptał" mi do ucha - Ja dobrze wiem, o czym tak ciągle myślisz. Ja też nie mogę wyrzucić Mata z głowy, ale klub to naprawdę nienajlepsze miejsce na tą rozmowę. Chcę, żebyś wszystko dobrze zrozumiała i, żeby nie było żadnych niedomówień. Jeśli chcesz to zabiorę cię jutro do tej kawiarni, w której mieliśmy przyjemność się poznać. Choć miałaś mnie wtedy za kogoś innego, to mam nadzieje, że mimo wszystko dobrze wspominasz tamten czas i miejsce. Co ty na to? - wydaję mi się, że chłopak myślał o tym, co mi powiedzieć znacznie dłużej niż tylko podczas dzisiejszego tańca. Widzę, że jest bardzo zestresowany, ale jednocześnie bardzo pewny tego, co mówi. W sumie chyba ma racje, że głośna  muzyka i tabuny ludzi nie sprzyjają tak poważnej rozmowie, a skoro tyle czekałam na tą chwilę, to kilka godzin nie zrobi mi żadnej różnicy. Jak to mówią lepiej późno niż wcale.

-Dobrze, możemy iść do tej kawiarni. - popatrzyłam mu w oczy i mam wrażenie, że odnalazłam w nich odrobinę spokoju  i ulgi. Nie wiem sama, czy tak właśnie czuł, czy może to moje uczucia odbijały się w jego niebieskich tęczówkach jak w lustrze - To prawda, też nie mogę o tym choć na chwilę zapomnieć. Cieszę się, że jutro zaczniemy wszystko od początku, z czystą kartą. A przynajmniej taką właśnie mam nadzieję i tego oczekuję po jutrzejszej rozmowie.  - W odpowiedzi otrzymałam tylko ( lub aż ) szczery uśmiech. Zaczęliśmy znowu kołysać się w rytm muzyki, ja mocno w niego wtulona, a on z głową opartą o moją. Chwilo trwaj wiecznie!

Po kilku kolejnych utworach, podczas których bawiliśmy się z blondynem znacznie lepiej, dołączyła no nas pozostała dwójka. Może to tylko moje podejrzenia, ale mam wrażenie, że coś się dzieje, między Harrym a Nancy. Nie wiem czy, wypada mi ją tak o to po prostu zapytać, ale zacznę się im bardziej przyglądać. Moim pierwszym argumentem jest zdecydowanie to, że dzisiaj spędzili samotnie znaczną część spotkania, co można też powiedzieć o mnie i o Niall'u, ale chyba każdy widzi różnicę miedzy tymi dwoma przypadkami. Sądzę, że Harry i Niall jako najlepsi przyjaciele mówią sobie o wszystkim, więc kwestie miłosne są również jednymi z wielu, poruszanych przez nich, tematów. Zapewne Niall umówił się wcześniej z Harrym, że weźmie mnie na parkiet, aby oni mogli spędzić ten czas razem, nie wzbudzając większych podejrzeń. No prawie im się udało. Oczywiście nie mam im tego za złe. Przecież my z Niall'em też potrzebowaliśmy tej rozmowy, a raczej w dalszym ciągu potrzebujemy. Sama nie wiem, czy powinnam się bać tego, co jutro usłyszę.


***


Dzisiejszej nocy w klubie bawiliśmy się naprawdę wspaniale.  Tańczyliśmy, żartowaliśmy i nie przejmując się niczym, nie patrząc nerwowo na upływający szybko czas. Można powiedzieć, że żyliśmy chwilą, a tego mi zdecydowanie brakowało, z czego nawet nie zdawałam sobie sprawy. Chyba po prostu zapomniałam, jak to jest żyć tu i teraz. Wreszcie poczułam się wolna od wszystkich zmartwień, nieobciążona żadnymi problemami, jak zwyczajna młoda dziewczyna, czerpiąca z życia tyle, ile się da. Byłam sobą. Byłam tą Lily, która kilka lat temu bawiła się na osiemnastych urodzinach "przyjaciółki", która nie chciała się słuchać rodziców, przestrzegających ją przed alkoholem, każącym jej wrócić do domu przed północą. Byłam ta Lily, która więcej czasu spędzała poza domem, śpiąc u znajomych, imprezując całą noc lub dając prywatne koncerty koleżankom z klasy. Może to wydać się dziwne, ale taka właśnie kiedyś byłam. Kochałam rodziców i liczyłam się z każdym ich słowem, ale gdzieś w głębi duszy pragnęłam odrobiny buntu i spontaniczności. Nigdy też nie nadużywałam ich zaufania i pomimo licznych mniejszych lub większych występków, nic przed nimi nie ukrywałam. Pozwalali nacieszyć mi się młodością, pilnując jednocześnie, bym nie popełniła poważnego błędu. Dzisiaj z ogromną satysfakcją mogę powiedzieć, że nie udawałam.  Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam wrażenie, że wiem kim jestem, że poznaję samą siebie. Jakbym zgubiła się we własnym ciele i niespodziewanie się w nim odnalazła.  Czy ktoś zna to uczucie? Moim zdaniem to jedno z najpiękniejszych uczuć na ziemi!

***


-Choć Lily, zaprowadzę cię do twojego pokoju. - Harry złapał mnie za rękę i delikatnie przyciągnął w swoją stronę.  -  Mam nadzieję, że pamiętasz, że nasza propozycja jest cały czas aktualna i jeśli tylko coś się będzie działo, możesz u nas zamieszkać. Ten pokój będzie na ciebie czekał. - spojrzał na mnie, próbując zrobić bardzo poważną minę -  Chcę, żebyś o tym zawsze wiedziała -  objął mnie ramieniem i zaprowadził schodami na górę. Po wyjściu z imprezy chłopaki nie chcieli słyszeć o naszym samotnym powrocie do domu. Nie wchodziło też w grę, żebyśmy zamówiły sobie własną taksówkę lub nawet pojechały z nimi jedną, wysiadając po drodze. Mówiąc szczerze to zostało zadecydowane za nas, gdzie spędzimy noc, a raczej te kilka godzin, które z niej pozostało. W sumie to nie przeszkadzało mi to tak bardzo jak Nancy. Byłam okropnie zmęczona i jedyne czego pragnęłam to ciepłego, wygodnego łóżeczka. Wtedy nie miało dla mnie najmniejszego znaczenie, gdzie dokładnie będę spać. Alkohol bardzo zmienia człowieka, niekoniecznie na lepsze. Przyjaciółka nie było zbytnio zachwycona, że stanęłam po stronie chłopaków i postulowałam za spędzeniem nocy  nich domu, choć robiłam to tylko dlatego, że nie mogłam już ustać na nogach. Gdybym jednak wspierała Nancy i tak byśmy pojechały do chłopaków, ale nasza "kłótnia" nie trwałaby pięciu minut tylko pół godziny. Chyba nie zrobiłam nic złego?

Harry, jak na prawdziwego dżentelmena przystało, przepuścił mnie w drzwiach, prowadzących do mojej tymczasowej sypialni. Pokój, przygotowany dla mnie przez chłopaków, był zdecydowanie większy od tego, który udostępniła mi Nancy, czego oczywiście nie biorę za wadę mojego obecnego mieszkania. Pomieszczenie jak cały dom chłopaków jest  urządzony bardzo praktycznie i zarazem ze smakiem. Wszystkie dodatki - łącznie z ramkami wiszącymi na ścianie, czy obiciem krzesła stojącego przy biurku - pasowały do siebie idealnie. Jestem pewna, że i ten pokój jest zaprojektowany i wykończony przez wysokiej klasy projektanta wnętrz. Na przeciwko wejścia znajdowały się dwie pary drzwi, jedne prowadzące do jeszcze pustej garderoby, a drugie to niewielkiej, ale niezwykle pięknej łazieneczki. Przy lewej jasnoszarej ścianie znajdowało się sporych rozmiarów łóżko, przyozdobione licznymi poduszkami w kolorze fuksji , oczywiście idealnie dopasowanymi do reszty detali. Po jego obu stronach zostały umieszczone dwie białe szafki nocne, na których stały małe, nowoczesne lampki i świeże kwiaty, co ponownie bardzo mnie zaskoczyło. Zastanawiałam się, czy chłopaki rozstawiają pełne wazony na co dzień, czy może tylko kiedy spodziewają się gości. Kolejnym rzucającym się w oczy elementem pomieszczenia jest duże lustro w przepięknej, szarej ramie, wiszącej nad łóżkiem. Lewy róg pokoju zajmowało biurko, zrobione z szarego blatu, przymocowanego na stałe do ściany. Po przeciwnej stronie została postawiona podobnego koloru kanapa, przykryta białym, puszystym kocem. Natomiast naprzeciwko łóżka znajdowało się wyjście, na duży taras, idealnie wyposażony na kawowe spotkania z przyjaciółmi.  W skrócie jest to po prostu pokój o jakim marzy prawie każdy, a w szczególności kobiety. Czy byłabym w stanie uwierzyć komukolwiek,  jeśli pól roku temu powiedziałby mi, że będę nocować w takich luksusach? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Sądzę, że nikt na moim miejscu, uznałaby to za nierealne.

-Dziękuję Harry. - ponownie rozejrzałam się po pokoju, choć spędziłam już w nim kilka nocy, zanim wprowadziłam się do Nancy, nadal nie mogłam się nacieszyć tym widokiem.  - Pamiętam o waszej propozycji, ale póki co nie planuję zmieniać mieszkania. Naprawdę dobrze mieszka mi się z Nancy. Dogadujemy się i raczej nie przeszkadzamy sobie. Przynajmniej nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek problemach. A tak poza tym i tak już jestem dla was sporym finansowym kłopotem.  - teatralnie machnęłam ręką - Właśnie Harry. Dostałam już pierwszą wypłatę i chciałabym, spłacić wam chociaż część długu. Może poproszę Nancy, żeby zrobiła wam przelewy, a ja jej dam gotówkę. Może tak być?

-Nie, nie może - popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Byłam prawie pewna, że nie będzie to im zbytnio przeszkadzać, ale jestem też w stanie zaakceptować fakt, że coś im nie odpowiada. W końcu jestem dla nich tylko pasożytem, a to są ich własne pieniądze, które chcą odzyskać. - Nie zgadzam się na taki układ, a nawet nie ZGADZAMY. Postanowiliśmy z Niall'em i nie masz innej opcji, jak tylko się z nami zgodzić, że pierwsza wypłata wędruje cała do ciebie. Chcemy, żebyś poczuła się niezależna od nikogo, bo tak właściwie już jest. Wybierz się na zakupy, do kina, do restauracji, gdziekolwiek tylko chcesz. I proszę, nie wliczaj żadnych opłat z tego miesiąca do twojego wyimaginowanego długu. Nazwijmy to prezentem na nową drogę życia. - byłam kompletnie zszokowana, jak wtedy, gdy ujrzałam niby obcych mężczyzn w klubie. Z tą jednak różnicą, że teraz byłam stu procentowo pewna tego, co doszło do moich uszu.

-Harry, ja...Ja nie mogę się z wami zgodzić. Już i tak ofiarowaliście mi za wiele i po prostu nie mogę już przyjąć od was niczego więcej. Nie, wybacz, ale nie będzie tak, jak chcecie.  - naprawdę doceniam ich propozycję, ale to  jest za dużo. Już w tej chwili czuję się dla nich ogromnym ciężarem, a co dopiero jeśli mam uznać, że cały ten miesiąc żyłam na ich koszt. Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja i chyba każdy jest w stanie zrozumieć, dlaczego jestem wręcz zmuszona tym razem kategorycznie odmówić chłopakom.

-Uwierz mi, że będzie. Nie weźmiemy od ciebie teraz ani grosza, choćbyś błagała Nancy o kolejne przelewy lub będziesz próbowała wcisnąć nam kopertę - wszystko będzie do ciebie wracać.  Lily, my nie pomagamy ci dla pieniędzy. Mogę cię zapewnić, że bez tego, co przeznaczyliśmy dla ciebie, nasz poziom życia nie uległ żadnej zmianie na gorsze. Wręcz przeciwnie - jesteśmy bardzo szczęśliwi, że te pieniądze nie leżą bezsensu na koncie, tylko są u kogoś, kto w tej chwili potrzebuje ich bardziej niż my. Dlatego proszę, zrób nam tą ogromną przyjemność i daj sobie pomóc jeszcze raz.

-Nie, Harry. Nie mogę, ja się wam nigdy nie spłacę. - w takiej sytuacji, kiedy jestem prawie postawiona pod ścianą, nie przychodzą mi do głowy żadne sensowne argumenty. Wymówkę, że nie będę miała jak się im odpłacić, znają już na pamięć i coś mi się wydaje, że ona na nich nie działa. Ktoś pomoże?

-Mała, nikt tu nie mówi o żadnym spłacaniu.  - Harry gestem ręki pokazał, żebym usidła na, stojącej obok nas, kanapie, co również sam uczynił.  -  Będziesz miała z czego nam oddać super, nie będziesz miała nic nie szkodzi. Uwierz mi, gdyby nam brakowało kasy, nie oferowalibyśmy czegoś takiego. Wiemy na co, możemy sobie pozwolić i na tej liście jest nasz ulubiony punkt "pomoc kochanej, małej Lily". Nie wezmę teraz od ciebie żadnych pieniędzy.  - już miałam coś powiedzieć, ale chłopak nie dał mi dojść do słowa - Wiem, że zaraz powiesz, że umawialiśmy się na coś innego, ale to nie oznacza, że nie można wprowadzić małych poprawek, które są moim zdaniem bardzo korzystne dla obu stron. Ty masz większą niezależność i swobodę, a my jeszcze większą satysfakcję z pomocy.

-Ja rozumiem Harry, ale...

-Nie ma żadnego "ale". Ja się nie pytałem, czy podoba ci się nasz pomysł, tylko grzecznie cię poinformowałem, że tak zadecydowaliśmy. Nie ma już odwrotu. Lily, nie po prostu nie możesz nam odmówić. Zresztą rozmawialiśmy już o tym z Nancy i sama powiedziała, że też się zastanawiała, czy w ogóle powinna od ciebie brać jakiekolwiek pieniądze za ten miesiąc. Przypominam ci też, że już raz dałaś nam swoje wszystkie oszczędności.

-Ale...

-Żadnego "ale". Nie każ mi się ciągle powtarzać. Może prześpij się z tą informacją i rano przybiegnij do kuchni na pyszne śniadanko  z zupełnie innym nastawieniem do całej sytuacji. - przytulił mnie mocno i ucałował w czubek głowy - Dobranoc mała. Śpij dobrze, a gdyby coś się działo to wiesz, gdzie mnie szukać. - puścił mnie i powolnym krokiem udał się w kierunku drzwi - Słodkich snów.

-Dobrze, jutro jeszcze o tym poważnie wspólnie z Niall'em porozmawiamy. Dobranoc Harry. Jeszcze raz dziękuję za wszystko - chyba całą noc będę szukać takich argumentów, których nie uda im się podważyć. Wiem, że nie będzie łatwo, ale muszę chociaż spróbować. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym poddała się bez choćby cienia walki.

***

Mimo, że było już kilkadziesiąt minut po trzeciej w nocy i czułam się okropnie zmęczona, nie byłam w stanie zmrużyć oka. Po moim wcześniejszym znakomitym humorze nie było nawet śladu. Teraz naszła mnie ogromna fala wyrzutów sumienia. Biłam się z myślą, że pozwoliłam sobie na zabawę, kompletnie zapominając o rodzicach. Po raz kolejny w przeciągu ostatnich dni złapała się na tym, że kompletnie nie brałam pod uwagę ich możliwej decyzji czy rady. Choć jestem pewna, że chcieliby, żebym była szczęśliwa i korzystała z życia, to czuję się podle z myślą, że mogłam ich w ten sposób zawieść.  Wiem, że o to właśnie chodzi pani Powell, żebym usamodzielniła się również w sferze psychicznej, żebym przestała negocjować każdą decyzję z osobami, których obok mnie już nie ma. Nie chodzi jej o zapomnienie, ale o pogodzenie się ze stratą. Momentami mam wrażenie, że jestem już na dobrej drodze, a może nawet na jej końcu, ale zawsze przyjdzie taka chwila, jak ta, w której się obecnie znajduję, że wszystko trzeba zacząć od nowa. Ktoś kto próbowałby w tej chwili czytać mi w myślach i chciał coś z nich wyczytać,  nic by nie zrozumiał. Zresztą ja chyba sama się już dawno  w nich pogubiłam. Bo jak wytłumaczyć fakt, że tego samego dnia jestem przeszczęśliwa, że odnalazłam dawną siebie i zrozpaczona, że do tego dopuściłam? Coś mi się wydaję, że kolejna wizyta u pani Powell będzie znacznie szybciej, niż to wstępnie zaplanowałyśmy. A kolejne może znacznie częściej?

Bijąc się ze sprzecznymi myślami w mojej głowie, siedziałam na skraju łóżka,otulona kołdrą po sam czubek nosa . Wpatrywałam się w uginające się korony drzew i coraz częstsze błyskawice. Burza - kolejny powód, dla którego tej nocy, nie uda mi się zasnąć choćby na chwilę. Nie mam żadnych złych wspomnień związanych bezpośrednio z tym zjawiskiem. Pamiętam tylko, że moja mama panicznie bała się grzmotów i błysków, co odziedziczyłam chyba po niej w genach.  No cóż, przecież nie dziedziczymy tylko dobrych i pozytywnych cech czy przyzwyczajeń.

***

-Śpisz? - gwałtownie podskoczyłam, kompletnie nie spodziewając się niczyjich odwiedzin - Nie bój się, to tylko ja. Mogę wejść?

-Hej, tak. Wchodź. Coś się stało?

-W sumie to nic takiego, sprawdzam tylko, czy jest może w tym domu ktoś, kto też nie może tej nocy zmrużyć oka i z kim mogę porozmawiać,  w tą burzową noc.  Spałaś?

-Nie, podobnie jak ty nie miałam jeszcze przyjemność zasnąć. Siadaj - delikatnie się przesunęłam i poklepałam miejsce obok siebie - Zmieścimy się razem. O czym pogadamy?

-O wszystkim - chyba jednak zapowiada się bardzo ciekawa noc



___________________________________

Jest 10 już rozdział! Zdecydowanie dłuższy od pozostałych i chyba jeden z bardziej pracochłonnych, jakie do tej pory pojawiły się na moim blogu. Mam nadzieję, że wam się podoba i będziecie czekać na kolejne części historii Lily.
Rozdział 11 pojawi się (podobnie jak ten rozdział) dopiero wtedy, kiedy pod tym postem znajdzie się choć jeden komentarz :) Czekając na publikację 10 rozdziału, zaczęłam już pisać kolejną część historii (mam nadzieję, że to zmotywuje was do aktywniejszego udziału na blog).  Mam też do was małą prośbę - jeśli podoba wam się blog, polecajcie go innym! Im więcej czytelników tym więcej chęci do pisania!
Także zapraszam serdecznie do czytania, komentowania i oczekiwania na kolejne rozdziały!


niedziela, 18 czerwca 2017

Update!

Rozdział dziesiąty jest już praktycznie napisany. Kończę sprawdzać/dopełniać/poprawiać/zmieniać ostatnią część. Jestem prawie pewna, że jutro uda mi się go definitywnie skończyć, a uwierzcie mi trochę się nad nim napracowałam. (Chyba zapowiada się najdłuższy post na blogu). Ale podtrzymuję moją poprzednią decyzję i rozdział nie pojawi się na blogu, dopóki nie zobaczę komentarza pod dziewiątym rozdziałem. (Powód podałam w poprzednim poście informacyjnym).

Mam nadzieję, że podoba wam się delikatnie zmieniony wygląd bloga (dla mniej spostrzegawczych dodałam menu na górze strony oraz zlikwidowałam część elementów, znajdujących się na bocznym menu). Wydaję mi się, że tak będzie dla was zdecydowanie wygodniej.

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania i komentowania rozdziału dziewiątego!
Rozdział dziesiąty już prawie gotowy!


UPDATE 2!!!

ROZDZIAŁ 10 JUŻ CZEKA GOTOWY NA PUBLIKACJĘ!
Zapraszam do czytania poprzednich rozdziałów i komentowania!

wtorek, 13 czerwca 2017

Kochani!!!

Nowy rozdział 10 pojawi się dopiero jeśli pod ostatnim postem zostanie dodany przynajmniej jeden komentarz. Chce wiedzieć, czy ktoś w ogóle wytrzymał moje bardzo niesystematyczne publikowanie rozdziałów i czy mam dla kogo pisać. Rozdział 10 jest już w znacznej części skończony, choć coś mi się wydaje, że wyjdzie mi on trochę dłuższy niż zazwyczaj, bo jakoś rozpisałam się z pierwszym wątkiem.  Ale to jeszcze nic pewnego. Także zachęcam do komentowania i czytania opowiadania.

Mam nadzieję, że uda mi się dość szybko skończyć 10 rozdział i, że będę mogła go opublikować już niedługo.


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział dziewiąty

-Przepraszam z kim? - Kto to jest do cholery ten Styles?  Jestem pewna, że nigdy w życiu nie słyszałam takiego nazwiska, co oznacza, że jest to mało prawdopodobne, a raczej niemożliwe, bym spacerowała z kimś takim po ulicach Londynu. Poza tym byłam w tej restauracji tylko jeden raz razem z Nancy i Harrym. To musi być jakaś pomyłka. Pewnie jestem do kogoś bardzo podobna i najzwyczajniej w świecie się pomylili. Przecież do takich sytuacji dochodzi codziennie i jest to zupełnie naturalne. Chociaż, tak wszystko po kolei analizując, czy Harry kiedykolwiek wspominał mi jak dokładnie się nazywa? W tej chwili nie mogę sobie tego przypomnieć, ale na pewno, znając mnie to, wypadło mi to z głowy. Szczególnie w tak stresującym momencie, jak pierwszy dzień w nowej pracy. - Musisz mnie z kimś mylić. Nie znam nikogo, kto nazywałby się Styles.

-No nie udawaj, że nie wiesz o kim mówię. Naprawdę nie jestem aż tak głupia za jaką mnie uważasz. Takie jak ty zawsze wywyższają się i myślą, że przez swoje kontakty stały się jakimś cholernym bóstwem. No cóż, chciałabym cię uświadomić, że się mylisz. Nadal jesteś nikim. - blondyna, która za pierwszym razem przywitała mnie chyba najbardziej czule i mile, teraz jakby całkowicie zmieniła nastawienie do mnie. Tylko czemu? Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, o co dokładnie jej chodzi, mówiąc "takie jak ty"?

-Przepraszam, ale nie to miałam na myśli. Nie uważam cię za głupia. Mówię, że ja byłam tu tylko raz z moimi znajomymi. Pomogli załatwić mi tą pracę i przyprowadzili mnie na rozmowę z właścicielką. Jestem pewna, że mamy na myśli dwie zupełnie różne osoby. A zresztą kim jest Styles, że miałoby to aż takie znaczenie? - nawet jeśli miałbym znać pana Styles, jakie to miałby znaczenie? Pewnie jest tylko jednym ze zwykłych dwudziestoparoletnich chłopaków, którego rodzice, jak mieniem mają spore zasoby finansowe. Przecież na świecie jest dużo takich "wyjątkowych" dzieciaków. No chyba, że to właśnie jego ojciec ma jakeś znaczenie w tej sprawie. Chociaż szczerze mówiąc, wydaje mi się, że już bym się tego dowidziała. - Nie wiem, o co to całe zamieszanie. - próbowałam się uśmiechnąć, ale najwyraźniej to tylko pogorszyło całą sprawę i jeszcze bardziej rozzłościło współpracownicę.

-Możesz już skończyć ten naprawdę nędzny teatrzyk? Dobrze wiem z kim cię widziałam i nie wmówisz mi, że było inaczej. Wszyscy wiemy, że przyszłaś z nim, bo dzięki temu mogłaś załatwić sobie lepsze warunki. Szefowa nam już przekazała, że mamy być na początku bardzo ostrożni wobec ciebie i dawać ci fory. Bo co? Bo jesteś tak delikatna, że boisz pobrudzić sobie rączek? Na sto procent wykorzystałaś to kim jest i tylko dlatego tu jesteś. Inaczej nasza szefowa nie poszłaby na twoje chore warunki. Tacy ludzie jak Styles zawsze mają w życiu łatwiej, ale i otaczają się fałszywymi ludźmi, żerującymi na ich sukcesie. - jak mogłam wykorzystać kogoś, kogo nigdy nie miałam okazji nawet poznać? Nigdy nie rozmawiałam z żadną osobą, którą możnaby zakwalifikować do grupy ludzi, opisywanej przez dziewczynę, więc tym bardziej czuję się zdezorientowana.

-Nie wiem z kim mnie mylisz, ale ja naprawdę nie wiem, o co ci chodzi. Moje warunki ustalałam osobiście podczas ostatniej wizyty  w restauracji. Nie znam żadnego Stylesa, który mógłby wkupić mnie w łaski naszej szefowej. Jestem w trakcie rehabilitacji i moje dodatkowe przerwy wynikają tylko i wyłącznie z tego powodu. Uwierz mi, że nie boję się żadnej pracy i od początku planowałam dawać z siebie jak najwięcej, nie wykorzystując moich przywilejów. Jeśli nadal jesteś przekonana, co do swojej wersji, proszę idź do szefowej i sama jej się zapytaj, jaka jest prawda. Nie sądzę, żeby powiedziała ci cokolwiek innego niż ja. - powoli zaczynam się irytować. Nie zna mnie i próbuje wmówić, coś co nigdy nie miało miejsca. Nie chciałam zostać zaszufladkowana ze względu na gwałt, to znalazł się inny powód. Jeśli tak ma wyglądać każdy dzień, to po miesiącu wracam na ulicę.

-Słaba z ciebie aktoreczka. Przecież to jasne, że każdy pracodawca ceni sobie odwiedziny ich lokalu przez jedną z takich osób jakimi jest Styles. To najtańsza i najlepsza promocja, jaką można sobie wyobrazić i jeśli taką wersje wydarzeń ustaliliście wspólnie, to taka zostanie mi też przedstawiona. Także daruj sobie te zagrania z szefową i przestań udawać. Nikt z nas i tak ci nie uwierzy w żadne twoje kłamliwe słowo.

-Natalie, wracaj proszę do pracy. Rano pytałaś mnie, czy możesz wyjść dzisiaj godzinę szybciej, niż masz to w grafiku, ale zaraz zmienię moją decyzję. Sala nadal nie jest gotowa na przyjęcie gości, a z tego, co mi się wydaje, to ty jesteś za to w tej chwili odpowiedzialna. - Menger przerwała naszą rozmowę chyba w krytycznym momencie. Nie jestem pewna, jak to wszystko potoczyłoby się dalej  i zdecydowanie wolę sobie tego nie wyobrażać. Skinieniem głowy podziękowałam kobiecie i poszłam zostawić swoje rzeczy w wyznaczonej wcześniej szafce. Podobno ktoś ma mnie dzisiaj wprowadzać w moje obowiązki, więc pozostało mi się jedynie modlić, by nie była to moja "ulubiona Natalie". Na początku myślałam, że może się z nią zaprzyjaźnię, ale po dzisiejszej sytuacji, jakoś zmieniłam zdanie. I tym razem jestem pewna, że się nie mylę.


***

Do końca mojej zmiany było już tylko lepiej. Funkcjonowanie lokalu wyjaśniała mi cały dzień drobna dwudziestolatka, która nie miała do mnie żadnych pretensji, a wręcz przeciwnie, co chwila dopytywała się, czy nie potrzebuję przerwy. Podczas jednej z nich udało nam się chwilę porozmawiać i zjeść wspólnie ciepły posiłek, przygotowany przez naszego szefa kuchni. Dowiedziałam się, że Lexi pracuje już tutaj ponad rok i podobnie jak ja, nie przepada za Natalie. I chyba nie tylko ona. Max - szef kuchni- też z wymalowaną niechęcią na twarzy podawał jej sałatkę, która oczywiście nie sprostała jej oczekiwaniom. Podobno Natalie jest tutaj jedynie powodem wielu kłótni i nieporozumień, nie tylko między pracownikami, ale także między nią a klientami. Szefowa już kilka razy miała ją zwolnić, ale jest tu z polecenia kuzynki i nie jest to takie proste. Czy ktoś wyczuł nutkę hipokryzji? Bo mi zalatują nią na kilometr. Lexi natomiast należy do tej części załogi, która stara się nie mieszkać w sprawy innych i zazwyczaj całkowicie skupia się na pracy i zadaniach, jakie ma wykonać. Coś mi się wydaje, że to jest ta osoba, której powinnam się tu kurczowo trzymać. Max też wydaje się być całkiem spoko. Ma duże poczucie humoru i ogromny dystans do siebie, przez co obelgi kierowane w jego stronę przez Natalie, raczej nie wypływają na jego samopoczucie. Wręcz przeciwnie ma kolejny powód do żartów. Choć póki co trzymam się raczej na uboczu i raczej tylko przysłuchuję się rozmowie Lexi z Maxem, czuję, że nie mam się czego obawiać.

Dzisiaj, oprócz bacznej obserwacji Lexi, dostałam kilka naprawdę prostych obowiązków - sprzątanie stolików po gościach oraz praca na zmywaku. Mycie garów może nie należy do najprzyjemniejszych, ale jak mówiłam żadnej pracy się nie boje. A podobno każdy tak zaczynał, prawda? Oczywiście Natalie cały dzień bacznie mi się przyglądała, jakby czekając na moje potknięcie. No cóż tym razem miała pecha. Na sam koniec zostałam poproszona o samodzielne obsłużenie  trzech stolików, zgarniając w ten sposób kilka funtów z napiwków. Mała rzecz, a cieszy.

Co do reszty  męskiej części załogi, to podchodziłam do nich bardzo sceptycznie, praktycznie omijając ich na każdym możliwym kroku. Nie budzili mojego zaufania, a ich szerokie, umięśnione ramiona jedynie potęgowały strach. Nikt z nich nie wie, co mi się tak naprawdę przytrafił, ale jeśli dalej będę unikać ich jak ognia, zaczną się domyślać. Wyglądają na inteligentnych mężczyzn, a połączenie tych kilku faktów i obserwacji, nie wymaga zbyt dużej błyskotliwości. Muszę się w jakiś sposób zmobilizować i przełamać najgorsze lęki. Problem w tym, że cholernie się boję. Boję się, że sobie nie poradzę, że znowu się załamię, że zaprzepaszczę szansę jaką dali mi chłopaki. Chyba czas najwyższy przestać działać na własną rękę i po prostu poprosić kogoś o pomoc. Mam nadzieje, że Nancy zna dobrego psychologa.


***

Od mojego pierwszego dnia w pracy minęły już dokładnie trzy tygodnie. Mogę teraz spokojnie powiedzieć, że jestem cholerną szczęściara. Może nie całe życie tak było, a raczej przez znaczną jego część byłam ofiarą okrutnego losu, ale teraz wszystko wygląda inaczej. Spotkałam na swojej drodze niesamowitych ludzi, którym do końca życia, będę dziękować za okazane mi serce. Dbają o mnie i robią wszystko, by tylko pomóc mi zapomnieć o okrutnej przeszłości.

 Co do pracy to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest coraz lepiej i powoli z pomocą terapeutki i Nancy, zaczynam odbudowywać swoją pewność siebie i przełamywać wciąż świeże lody w relacjach z mężczyznami. Ostatnio odważyłam się nawet spędzić przerwę z jednym z kolegów, podczas której zrozumiałam, że on nie ma wobec mnie żadnych złych zamiarów. Byłam skrępowana, ale czułam się bezpiecznie, a to chyba ogromny krok w stronę normalności. Do wspomnianej terapeutki trafiłam oczywiście dzięki współlokatorce. Tego samego dnia, kiedy wspomniałam Nancy o moich obawach odnośnie mojej wytrzymałości psychicznej, zostałam umówiona na wizytę. Pierwsze spotkanie trwało ładnych kilka godzin, ale podobno psycholożka właśnie tego się spodziewała. W sumie to nie zdawałam sobie sprawy ile zmartwień, słabości i lęków, kryje się w mojej osobie. Każda sytuacja, która miła miejsce w moim życiu, odcisnęła się znacząco na mojej psychice. Jednym słowem- to dziwne, że jeszcze nie miałam skutecznej próby samobójczej. Na samym początku terapii musiałam stawiać się w gabinecie codziennie, choćby na kilkanaście minut rozmowy, a teraz umawiamy się co trzy dni. Za każdym razem Pani Powell daje mi drobne zadania do wykonania następnego dnia, które mają zbliżyć  mnie małymi kroczkami do normlanego życia. Terapeutka nie skupia się tylko na jednym z moich problemów, ale stara się pomóc mi z każdą słabością. Uwielbiam odwiedzać ten niewielki, urządzony w ciepłych kolorach gabinet, siadać w wygodnym fotelu i wyrzucać z siebie wszystko, co tylko leży mi na sercu. Po każdej rozmowie, czuję się lżejsza i pełna chęci do życia. Wiem, że mogę jej bezgranicznie zaufać i to pomaga mi przezwyciężyć każdy głęboko skrywany lęk.  Mogę śmiało powiedzieć, że przyjście do Pani Powell, było jedną z lepszych decyzji w moim życiu.


***

  Dzisiaj mija miesiąc odkąd ostatni raz widziałam się z chłopakami. Dwa dni po mojej parapetówce musieli gdzieś wyjechać na trzy tygodnie, które niestety przedłużyły się o kolejne dwa.  Próbowałam podpytać się też blondynki, co zatrzymało Harry'ego i Niall'a, ale sama nie była pewna i zazwyczaj zbyt wiele o tym nie mówiła. Przynajmniej tak mi się wydaje, że wie tyle co ja.  Z tego, co udało mi się wywnioskować z bardzo lakonicznych odpowiedzi, zrozumiałam jedynie, że są w pracy, co dało mi trochę do myślenia. Wcześniej byłam prawie pewna, że nie zajmują się niczym poza rozwijaniem własnych pasji, a ta informacja całkowicie zmienia postać rzeczy. Z tego wynika, że prawdopodobnie sami dorobili się takiego majątku w tak młodym wieku. Jeśli tak, to szczerze ich podziwiam i szanuję ich wysiłek. Zastanawia mnie tylko, czym się zajmują, bo z ich zachowania, czy z wypowiedzi, nie dało się praktycznie nic wywnioskować. Nie ukrywam, że czuję się momentami trochę niedoinformowana, ale przecież ja sama im wszystkiego nie mówię, wiec chyba nie wypada mi nawet dopytywać. Ciekawe kto z nas skrywa w sobie największą tajemnicę? Mam tylko nadzieję, że wkrótce dowiem się kilku chociaż najbardziej podstawowych informacji o chłopakach, a w zamian ja też powiem im coś o sobie. Chyba sama nie wierzę, że będę w stanie to zrobić.

Sama się też trochę dziwie, ale mam wrażenie, że za nimi tęsknie. Chociaż w ostatnim czasie należą do grupy najbliższych mi osób i powinnam raczej przewidzieć taką sytuację. Szczerze powiedziawszy to od dłuższego czasu tęskniłam tylko za osobami, których już nigdy miałam nie zobaczyć, dlatego świadomość, że chłopaki prędzej czy później wrócą do domu, wlewała w moje serce wcześniej nieznane ciepło. Naprawdę  nie mogę się już doczekać, kiedy wreszcie ich zobaczę i  porozmawiam. Chciałabym znowu spędzić z nimi trochę czasu, pośmiać się i powygłupiać, jak podczas śniadania, po naszym ostatnim spotkaniu. To były naprawdę niesamowite chwile, które chciałabym powtarzać znacznie częściej. Wspólne posiłki z osobami, które interesują twoim losem, są niesamowicie przyjemne i mają zdecydowanie większą wartość. Mam nadzieje, że jeszcze nie raz będę miała okazję usiąść z nimi przy jednym stole. Mam zbyt wygórowane marzenia? Nie, tym razem chyba nie. Chyba nareszcie znalazłam swoje miejsce na ziemi.


***

-Lily, kupiłam nam na dzisiejszy wieczór bilety do kina. Pamiętasz ostatnio mówiłam ci o tym nowym filmie, z naszym ulubionym aktorem - Nancy już jak zawsze od progu zasypywała mnie góra przeróżnych informacji. Przez miesiąc wspólnego mieszkania naprawdę udało nam się zbliżyć i nawet zaczęłyśmy dzielić różne małe pasje. Nie mówię tu o muzyce, bo to raczej nie najlepsza strona dziewczyny, ale o podobnych zainteresowaniach filmowo/serialowych. Przypomniałam sobie, jak razem z rodzicami robiliśmy sobie wieczory filmowe. Poprosiłam nawet Nancy, byśmy razem obejrzały, coś, co wiele razy oglądałam zatopiona w ramiona mojego taty. To właśnie było jedno z zadań od mojej terapeutki. To wyzwanie nie tylko pomaga mi w pogodzeniu się ze stratą rodziców, ale także zacieśnia więzi przyjaźni między mną a Nancy. Dziewczyna przez ponad godzinę pozwalała, bym płakała oparta o jej ramię, nie prawiąc mi zbędnych morałów. Nie prosiła, bym przestała, tylko podawała kolejne paczki chusteczek. Jej obecność dała mi siłę i poczucie zrozumienia. Wierzę, że jeśli ona będzie miała kiedykolwiek jakikolwiek problem, przyjdzie z nim do mnie i będę mogła jej pomóc. Póki co zostanę po raz kolejny jej ogromnym dłużnikiem. -  Mam nadzieje, że nie masz żadnych planów?

-Hej - ucałowałam ją na przywitanie w policzek- Super pomysł. Dawno nie byłam w kinie. Na którą mam być gotowa?

-O 18;30 będzie po nas taksówka. Nie jedziemy autem, bo mam w planach wyskoczyć, gdzieś później na drinka. Co ty na to?

-Jesteś pewna, że to dobry pomysł? No wiesz, tam będzie ich naprawdę sporo. Na każdym kroku. - ja rozumiem, że są postępy w moim leczeniu, ale chyba to nie najlepszy pomysł. To dla mnie zdecydowanie za szybko. - Ja chyba nie jestem jeszcze gotowa.

-Kochanie, spokojnie. Pójdziemy do takiego sprawdzonego klubu, zarezerwowałam nam już stolik. Poza tym będę cały czas przy tobie. Jeśli uznasz, że czujesz się tam źle, wyjdziemy. Ale teraz spróbuj. Sama mówiłaś, że chcesz zacząć wychodzić do ludzi, bo tego brakuje ci już od kilku ładnych lat. Proszę cię Lily, chociaż spróbuj. - dziewczyna przytuliła mnie najmocniej jak się dało i delikatnie ucałowała w czoło. Stałyśmy tak dłuższą chwilę i postanowiłam zrobić coś nie myśląc tylko o sobie, ale o Nancy, która przecież zrobiłaby dla mnie wszystko. - Proszę, spróbuj.

-Dobrze. Ale jeśli tylko...

-Jeśli tylko coś będzie nie tak, wrócimy do domu pierwszą taksówką, jaką zobaczymy! Ubierz tą małą czarną. Wyglądasz w niej naprawdę dobrze. - po co mam wyglądać "dobrze", skoro mam zamiar przesiedzieć cały wieczór na sali kinowej i przy klejącym się od różnorakich napoi stoliku w klubie.

-Będę gotowa na 18:20. Jakby coś będę u siebie. A obiad masz w lodówce, mam nadzieję, że będzie ci smakować.

-Dzięki Lily. - jeszcze raz ucałowała mnie w czoło i ruszyła w stronę lodówki. Nadal nie rozumiem po co mała czarna, ale nie niech jej będzie.

***


Jak mówiłam tak się stało. Punktualnie o 18;20 stanęłam gotowa przed drzwiami do pokoju Nancy.  Zanim jeszcze zdążyłyśmy wyjść dziewczyna delikatnie podkreśliła moje oczy czarną maskarą i usta klasyczną czerwoną szminką. Przyznam, że nie malowałam się ładnych parę lat, dlatego nawet te dwa drobne detale, bardzo rzucały się w oczy. Mała czarna, czerwone szpilki, które pożyczyłam od Nancy i makijaż współgrały ze sobą znakomicie. Tylko po co ja mam być taka wystrojona?

Nancy też wyglądała bardzo dobrze. Zdecydowała się na lejącą, białą bluzeczkę na ramiączkach i obcisła, klasyczną  miniówkę do połowy uda. Czarne szpilki i trochę mocniejszy od mojego makijaż idealnie podkreślały jej piękną figurę i rysy twarzy.


***

Film nie okazał się być tak dobry, jak tego oczekiwałyśmy. Prawdę mówiąc to kompletnie nam się nie podobał. Może wynika to z naszych wygórowanych oczekiwań, a może po prostu nie należał do najlepszych. Warto też dodać, że nie był najkrótszy, dlatego poziom naszego wynudzenia, znacząco wpłynął na chęć podniesienia poziomu rozrywki w naszym życiu. Nasz kolejny cel wieczoru, czyli wybrany przez Nancy klub, mieścił się niedaleko naszego obecnego miejsca pobytu, dlatego postanowiłyśmy zrobić sobie mały spacerek i orzeźwić się po ponad dwugodzinnym bezsensownym siedzeniu w ciemnej sali.

-A jak ci idzie terapia? Czujesz się trochę lepiej niż przed jej rozpoczęciem? - idąc ciemnymi uliczkami Londynu, Nancy wiedziała, że nie uda mi się uciec od tematu. Zazwyczaj nie miałam problemów, aby otwarcie rozmawiać z Nancy, ale  postępy mojego leczenia lubiłam zostawiałam dla siebie. Może było to spowodowane tym, że opowiadając o moich postępach, musiałam zahaczyć o moją przeszłość, która była kolejnym tematem tabu. Chociaż pani Powell próbuje przekonać mnie, abym wreszcie otwarcie powiedziała współlokatorce, dlaczego jestem sama, to jakoś wolę ograniczyć się do krótkiego wyjaśnienia, że moi rodzice zmarli już prawie 4 lata temu. Póki co chyba boją się zapytać mnie o szczegóły, a ja nie mam zamiaru wybiegać przed szereg.

-Dobrze, znaczy tak mi się wydaje. Czuję się lepiej niż miesiąc temu. Taka bardziej pewna tego, co robię i może trochę mniej przestraszona? Mam jeszcze ogromne obawy i w dalszym ciągu nie pogodziłam się ze wszystkim, co mnie spotkało, ale chyba jestem na dobrej drodze. Przynajmniej tak mi powtarza pani Powell. - wyrzuciłam z siebie prawie na jednym wydechu. Nie wiem do końca, czemu, ale naprawdę ciężko przychodzą mi te rozmowy, nawet jeśli nie wspominam o konkretnych rzeczach.

-A jak się czujesz, kiedy zbliża się do ciebie mężczyzna? Oczywiście jeśli nie chcesz, to nie musisz odpowiadać. Chce tylko wiedzieć, gdyby coś się działo. No wiesz, jak rozpoznać, że potrzebujesz mojej pomocy.

-Nadal się boję, choć nie wydaję mi się, że mogłabym wpaść jeszcze raz w taką panikę, w jaką wpadałam będąc jeszcze w szpitalu. Czuję, że jest już znacznie lepiej, ale mam świadomość, że już nigdy nie podejdę do obcego mężczyzny, nie mając choć małych obaw. Niestety to, co się stało, już zawsze będzie częścią mnie, choć nie wiem jak bardzo, bym tego nie chciała. Mam tylko nadzieję, że nauczę się z tym żyć i kontrolować moje lęki. Gdyby jednak coś się działo niespodziewanego, postaram dać ci jasny sygnał. - bardziej wyczerpująca odpowiedź prawda? Coś czuje, że pani Powell byłby ze mnie bardzo dumna. Może i sama trochę jestem. Małe kroczki - byle w dobrą stronę.

-Trzymam za ciebie mocno kciuki. Wierze, że ci się uda. Jesteś naprawdę bardzo wartościową osobą, która ma szanse wiele osiągnąć, dlatego nie poddawaj się i sama uwierz, że uda ci się to wszystko przezwyciężyć. Bardzo się cieszę, że cię poznałam i mogłam jakoś pomóc. - dziewczyna położyła rękę na moim ramieniu i przyciągnęła do siebie - Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile ja ci zawdzięczam. Tylko proszę jeszcze nie pytaj o więcej. - czyli to naprawdę nic złego, że nie jestem zbytnio wylewna i zatrzymuję sobie spory kawałek prywatności.   Przecież każdy ma coś, czy mnie chce się dzielić ze światem.

-Ja też się cieszę, że spotkałam ciebie i chłopaków. Bez was nadal byłabym nic nie znaczącym marginesem społeczeństwa, błąkającym się po ruchliwych ulicach. Dziękuje. - teraz to ja zainicjowałam nasze połowiczne przytulenie i szeroko się uśmiechnęłam - A wiesz może kiedy oni wracają? Z chęcią bym się z nimi spotkała.

-Właśnie nic nie wiem. Mówili coś o przyszłym tygodniu, ale od wczoraj nie mogę się do nich dodzwonić, a dzisiaj mieli podać mi ostateczną datę przylotu. - dziewczyna trochę jakby się spięła tym pytaniem, jednocześnie czerwieniąc się i uśmiechając. Dziwne, ale może jest między jednym z nich a nią, coś o czym nie wiem. - Spróbuję się z nimi skontaktować jutro rano, może mi się wreszcie uda. - złapała mnie za rękę i delikatnie pociągnęła w prawą stronę - No to jesteśmy na miejscu. Weź głęboki oddech i jeśli tylko coś będzie nie tak daj mi znak.

Weszłyśmy  do dość  sporego klubu, znajdującego się w piwnicy jednej z londyńskich kamieniczek. Wszędzie było ciemno, tylko gdzieniegdzie można było zobaczyć przebłyski różnokolorowego światła, docierającego z parkietu. Nancy zaciągnęła mnie do baru, zamówiła coś na "rozluźnienie atmosfery" i zapytała o zamówiony wcześniej stolik. Barman podał nam po kieliszku i gestem ręki pokazał, że mamy iść za nim. Przeszłyśmy przez drzwi, których zapewne większość bawiących nawet nie zauważa. W tej ogrodzonej części klubu było delikatnie jaśniej, co pozwoliło mężczyźnie również na sprawdzenie naszych tożsamości i bezpieczniejsze doprowadzenie do stolika.

-Życzymy miłego wieczoru. Bar w strefie VIP znajduje się pod tamtą ścianą - mężczyzna wskazał ręką na zdecydowanie bogaciej wyposażony bar, niż ten, który miałyśmy okazję już zobaczyć. Czy ja się przesłyszałam, czy my znajdujemy się w właśnie w strefie VIP? Nancy chyba przesadziła z opiekuńczością. A poza tym jakie z nas VIP-y, że możemy tu w ogóle zarezerwować miejsce. Trochę to dziwne, ale o wszystko dopytam się jej jutro rano. Nie będę psuć nam i tak trochę nieudanego już wyjścia. - Karty do drzwi na parkiet znajdują się już przy waszym stoliku. - Tym razem jego dłoń wskazała nam oddalony najbardziej od innych stolik, przy którym ewidentnie ktoś już siedział. Sądzę, że to jakaś pomyłka, albo ktoś po prostu potrzebował dodatkowej prywatności. No cóż, najwyżej usiądziemy, gdzie indziej. - Jeszcze raz udanej zabawy.

-Dziękujemy bardzo. Sądzę, że jak zawsze będzie cudownie. - Nancy uśmiechnęła się i ruszyła we wskazanym wcześniej kierunku. Czyli już tu była? Domyślam się, że nie chodziło jej wyłącznie o klub, ale także o strefę, w której mamy przyjemność teraz być. Nim zdążyłam zarejestrować wszystkie informacje i jeszcze raz dla pewności rozejrzeć się po klubie,  Nancy już podbiegła do naszego stolika - Kochani miło was widzieć. - To chyba jednak nie była żadna pomyłka



_________________________________________

Zapraszam na 9 rozdział. Jak zwykle zdecydowanie za późno, ale to już chyba taka moja mała tradycja. Wybaczcie mi to opóźnienie i czekajcie na kolejne części historii.




niedziela, 9 kwietnia 2017

INFORMACJA!

Chciałam jeszcze raz przeprosić wszystkich moich czytelników, że wpisy są dodawane bardzo nieregularnie i w dużych odstępach czasowych. Jestem świadoma, że to może zmniejszać przyjemność śledzenia opowiadanie, ale niestety dość często jestem w sytuacji, w której blog musi zjeść na dalszy plan. Nie planuje zakończyć opowiadania lub przerwać go w samym środku (a raczej na samym początku historii), dlatego proszę wszystkich o cierpliwość i wytrwanie :). Mam nadzieje, że mnie zrozumiecie i nie przestaniecie czytać moich wypocin.
Na zachętę dodam, że nowy rozdział (dziewiąty) już jest zaczęty i mam już napisane ponad 25% tekstu. Dzisiaj, jeśli tylko pozwoli mi na to czas, postaram się skończyć go chociaż w połowie i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to zostanie on opublikowany w środę/piątek. Trzymajcie kciuki za moja wenę i dostępny czas.

Jeszcze raz bardzo przepraszam i zachęcam do dalszego śledzenia losów Lily.


czwartek, 6 kwietnia 2017

Rozdział ósmy

Nigdy bym nie przypuszczała, że będę musiała przeżyć aż tyle złego, by wreszcie odnaleźć na swojej drodze kogoś, kto poda mi pomocną dłoń. Spędziłam wiele godzin, zawaliłam mnóstwo nocy zastanawiając się w kółku, kiedy nadjedzie ta chwila, w której będę mogła powiedzieć, że moja zła passa się skończyła i wkraczam w nowy rozdział życia. Często słyszałam, że nie uda mi się już nic zrobić z moim życiem, ale ja może początkowo zbyt naiwnie wierzyłam, że mi się uda. Wyobrażałam sobie jak będzie wyglądać moje życie, gdyby wszystko wróciło do normy, gdybym odzyskała choć cząstkę poprzedniego życia. Nigdy jednak nie sądziłam, że na mojej drodze spotkam takich ludzi jak Harry i Niall. W sumie to kto z was by się czegoś takiego spodziewał? Takie rzeczy zdarzają się jedynie w filmach lub serialach. Przecież nikt nie jest na tyle otwarty żeby przyjąć pod swój własny dach zupełnie nieznaną bezdomną. Ludzie nie są tak ufni, jak byśmy tego chcieli, ale trudno się im dziwić. Pewnie sama miałabym ogromny dylemat, podejmując taka decyzję i nie wiem, czy postąpiłabym tak samo jak chłopaki. Nie jestem pewna, czy wszystko, co złe kończy się właśnie w tym momencie, ale czuje, że będzie zdecydowanie lepiej. Tata zawsze powtarzał mi, że po burzy zawsze wychodzi słońce, ale trzeba być gotowym na kolejny sztorm. Z tego, co pamiętam, on nigdy się nie mylił, choć nawet nie wiesz jak bardzo chcę, aby to był ten wyjątek potwierdzający regułę.

Siedząc pewnego wieczora na tarasie w domu nad jeziorem, do którego zabrał nas Harry, uświadomiłam sobie, jak bardzo zmieniło się nie tylko moje życie, ale ja sama. Jestem inna osobą, niż tą, która spacerowała po londyńskich ulicach w objęciach rodziców. Byłam zdecydowanie odważniejsza i pewniejsza siebie. Można powiedzieć, że znałam swoje zdolności i wartość i naprawdę wierzyłam, że jestem w czymś dobra. Jedyne, co nieustanie mnie irytowało, była nieumiejętność podejmowania szybkich, samodzielnych decyzji. Ktoś by powiedział, że moje wcześniej wspomniane cechy charakteru wskazywałby raczej na inne zachowanie, ale ja zawsze musiałam mieć moich ukochanych konsultantów. Nie wiem, czy to dlatego, że po prostu liczyłam się z ich zdaniem, czy może jednak bałam się brać całej odpowiedzialności na  siebie? Coś mi się wydaje, że mogę się już nigdy nie dowiedzieć. Niestety z tym problemem borykałam się również na  początku mojej kilkuletniej tułaczki. Codziennie pytałam rodziców, co mam zrobić, jak się zachować, jak sobie radzić, a jako odpowiedź uzyskiwałam głuchą ciszę. Nawet nie zdajcie sobie sprawy, jak bardzo dobijał mnie brak odpowiedzi, dlatego uważam, że kilka pierwszych dni przeżyłam cudem. Uwierzcie mi, że bałam się zrobić jakikolwiek krok w przód lub w tył. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam lub chciałam rozumieć i najzwyczajniej w świcie tak to wszystko zaczynałam sobie tłumaczyć, że moje decyzje będą zgodne,  z tym, co wybraliby moi rodzice. Może to kogoś zaskoczyć, ale wtedy tak właśnie wierzyłam i zdecydowanie nadal wierzę. Czułam obecność moich rodziców i wiedziałam, że opiekują się mną każdego dnia. Dziękowałam im za wszystko i w dalszym ciągu zwierzałam się z problemów, które z dnia na dzień stawały się coraz poważniejsze i trudniejsze do rozwiązania. Mimo, że nie dostawałam bezpośredniej odpowiedzi doszukiwałam się jej w małych gestach, rzeczach, czy nawet wydarzeniach.

Ostatnio jednak złapałam się nad tym, że coraz rzadziej zwracam się do nich o pomoc i powoli zaczynam samodzielnie decydować o własnym życiu. Czy to znaczy, że o nich zapominam? Nie. Pamiętam i kocham mamę, i tatę tak samo mocno, jak przed trzema laty, ale chyba znalazłam moich ziemskich opiekunów. Jak już  wspominałam, czuję, że to właśnie rodzice splątali  ścieżki moje i chłopaków lub chociaż w jakimś stopniu się do tego przyczynili, dlatego mogę czuć się bezpiecznie. Sądzę, że szukali odpowiednich osób na to miejsce, dlatego to wszystko zajęło im aż tyle czasu. Czy jestem na nich za to zła? Zdecydowanie nie!!! Oni doskonale wiedzieli, co i jak trzeba zrobić. Ufam im bezgranicznie i zawsze będę. Mam też przeczucie, że są ze mnie niezmierne dumni. W końcu ich mała córeczka wreszcie zaczyna wkraczać w prawdziwe dorosłe i dojrzałe życie!


KOCHAŁAM, KOCHAM  BĘDĘ KOCHAĆ 


***


Tak jak zapewniał mnie Harry i Niall, Nancy okazała się być naprawdę wspaniałą, wrażliwą dziewczyną, która stara się mi pomóc na każdy kroku. Mam wrażenie, że troszczy się o mnie jeszcze bardziej niż chłopcy, co wydawało mi się już naprawdę niemożliwe. Przez pierwszych kilka dni wręcz nie odstępowała mnie na krok, by móc stale monitorować mój stan zdrowia zarówno fizycznego jak i psychicznego.

W dzień mojej wyprowadzki (jeżeli to w ogóle można tak nazwać, skoro byłam u nich zaledwie kilka dni)  Nancy przyjechała po mnie do domu chłopaków i już w progu zaczęła pytać się o mój stan, by móc dbać o mnie jak najlepiej. Przeżyłam też serię pytań o moje ulubione dania, alergie, choroby, lęki i wszystko, co było potrzebne nowej współlokatorce do przygotowania mi idealnego lokum, dopasowanego do mnie najlepiej jak się da. Potem szczegółowo wytłumaczyła mi, gdzie będę mieszkać i przy prawie każdym punkcie dopytywała się, czy wszystko mi odpowiada. W miedzy czasie zdążyła napisać chłopakom dosyć długą listę zakupów i wysłała ich do sklepu. Nie wyglądali na szczęśliwych, ale bez zbędnego marudzenia pośpiesznie pobiegli do garażu. Po, jak to uznała "wstępnym wywiadzie", stwierdziła, że jest gotowa, by pokazać mi MOJE nowe mieszkanie. Jak bardzo byłam wtedy podekscytowana? Mogę jedynie powiedzieć, że nie ma takich słów, które oddałby tą euforię choćby w małym stopniu.

Nancy jest dość wysoką blondynką, której figury mogłaby pozazdrościć niejedna dziewczyna. Kiedy mija ją jakiś chłopak na ulicy, to z pewnością się za nią odwróci. Jej długie nogi i duże czarne oczy przyciągną uwagę nawet najmniej zainteresowanego mężczyzny. Do tego z jej twarzy nigdy nie schodzi promienny uśmiech, który dodaje jej uroku i wdzięku. Nie mogę też zapomnieć, że Nancy jest bardzo inteligenta i można z nią porozmawiać na praktycznie wszystkie możliwe tematy. Oczywiście to nie koniec atutów mojej cudownej współlokatorki. Mam wrażenie, że Harry i Niall dokładnie przemyśleli swoją decyzję, odnoście mojego mieszkania, ponieważ okazało się, że Nancy jest jednym z najlepszych trenerów personalnych w Londynie i jednocześnie wziętym fizjoterapeutą.  Czy mogłam trafić pod lesze skrzydła? Nie, nie, nie i jeszcze raz NIE.  Blondynka podobno już po pierwszym telefonie od chłopaków miała ułożony dla mnie specjalny zestaw ćwiczeń, który ma postawić mnie na nogi w zawrotnym tempie, na co czekam bardzo niecierpliwie.

-Więc to jest teraz nasze wspólne mieszkanie. Może nie jest zbyt duże, ale we dwie zmieścimy się tu bez najmniejszego problemu. - dziewczyna otworzyła ciemnobrązowe drzwi i gestem ręki zaprosiła mnie do środka. - Tu są twoje klucze, no i pozostało mi  tylko powiedzieć "czuj się jak u siebie w domu, bo jesteś w domu Lily" - dziewczyna jakby na zachętę mocno mnie przytuliła i delikatnie poklepała po plechach - mam nadzieję, że od teraz zaczniesz zdecydowanie lepsze życie i, że wszystko się ułoży. - Kto wie, może oprócz męskich kontaktów zyskam również damską przyjaciółkę? Postaram się utrzymywać z Nancy jak najlepsze kontakty, które może z biegiem czasu przerodzą się w bardziej zażyłą relację. Kiedyś, gdy byłam mała miałam jedną koleżankę, ale niestety jej rodzice musieli się wyprowadzić na drugi koniec kraju i od tamtej pory nie miałyśmy ze sobą żadnego kontaktu. Założę się, że mnie już nie pamięta.

-Dziękuję Nancy. Tak strasznie ci dziękuję. Nie wiem ,czy kiedykolwiek uda mi się jakoś odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie robisz.


Mój nowy dom składał się w trzech pokoi, z których jeden był tylko i wyłącznie dla mnie, kuchni, łazienki i balkonu. Wszystko, podobnie jak u chłopaków, utrzymane jest w jednym stylu, co powoduje, że mieszkanie jest naprawdę przytulne. Mam wrażenie, że i tutaj maczał palce jakiś dobry projektant wnętrz, chyba że jest jeszcze coś, czym zawodowo zajmuje się współlokatorka. Perfekcyjnie dobrane kolory podłóg i ścian, bardzo funkcjonalnie poustawiane meble i oczywiście perfekcyjnie dopasowane dodatki, nadające całemu wnętrzu "to magiczne coś". Jest jednak pewien element, który najbardziej przykuwają moją uwagę, a mianowicie ogromne ilości zdjęć, porozstawianych i powieszonych w salonie, korytarzu i pokoju Nancy. Już nie mogę się doczekać, aż usłyszę historie każdego z nich.

A co do mojego pokoju to, jest jednym słowem IDEALNY. Trochę przypomną mi ten, który urządzili dla mnie rodzice, przez co wydaje mi się, że łatwiej będzie wszystko sobie jakoś poukładać i przyzwyczaić się do nowej sytuacji.  Na wprost wejścia stoi piękne, białe biurko, oświetlone wpadającymi przez okno promieniami słonecznymi. Na parapecie ustawione są małe,również białe doniczki, z kwitnącymi akurat storczykami. Delikatna firanka, przyozdobiona na górze  drobnymi lampkami, faluje nawet przy najmniejszym moim ruchu.Po lewej stronie znajduje się ciemnoszara kanapa, która swoim wyglądem zachęca, by usiąść i nigdy nie wstawać, a obok niej przygotowany specjalnie dla mnie stojak na gitarę. Nie ukrywam, że moja przyjaciółka prezentuje się w nim niezwykle zjawiskowo. Wspomniałam jak wspaniałą osobą jest Nancy?  Po prawej stronie od wejścia stoi rząd mebli, które jak sądzę, pochodzą z tej samej kolekcji co biurko. Na drzwiczkach najwyższej szafy ostało przyklejone lustro, pozwalające zobaczyć całą sylwetkę, co mam nadzieje czasami mi się przyda. Nieduży, ale niezwykle funkcjonalny i co najważniejsze MÓJ. Nadal nie mogę uwierzyć, że te wszystko się dzieje naprawdę i chyba musi minąć jeszcze sporo czasu, aby mi się to wreszcie udało. Nawet nie zdajcie sobie sprawy, jak bardzo szczęśliwa teraz jestem.



***

Dzień po mojej przeprowadzce Nancy i Harry  zabrali mnie na zakupy, abym mogła wybrać sobie kilka najpotrzebniejszych części garderoby. Prawda jest taka, że szafa, którą udostępniła mi współlokatorka, jest praktycznie pusta, nie licząc tych kilku rzeczy, które dostałam od chłopków już wcześniej.  Oczywiście miałam pewne opory, co do ilości i ceny zakupionych dla mnie rzeczy, ale jak zwykle nikt mnie nie słuchał. Czułam się trochę jak intruz, chodząc między wieszakami, mając przeczucie, że nawet mieszkając razem z rodzicami, nie byłoby mnie stać na choćby parę skarpetek z tych sklepów. A warto zaznaczyć, że w tamtych czasach naprawdę niczego mi nie brakowało.
Sama wybrałam zaledwie dwie najzwyklejsze bluzki na krótki rękaw, jedną parę długich ciemnych jeansów, ciepłą bluzę wciąganą przez głowę oraz kilka par bielizny, czyli tylko to, co było mi naprawdę potrzebne. Jednak ani Nancy, ani Harry nie myśleli tak jak ja i postanowili kontynuować podboje zakupowe, odwiedzając coraz to bardziej ekskluzywne sklepy i butiki.  Choć opierałam im się najlepiej jak potrafiłam, a uwierzcie potrafię być czasami bardzo przekonująca i używać trafnych argumentów, i tak wcisnęli we mnie kolejnych kilka bluzek, T-shirtów, koszuli i topów, spodnie dresowe, leginsy, eleganckie czarne spodnie, trampki, szpilki, w których najpierw ktoś powinien nauczyć mnie chodzić, najzwyklejszą małą czarną, cudowny płaszcz, marynarkę oraz dwie rozpinane, sportowe bluzy. Na koniec Harry wręczył mi mały pakunek i dodał, że to, co najważniejsze, pozwolił już sobie dodać. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, ale prosił, żebym nie otwierała teraz, więc grzecznie czekałam do powrotu do domu.   Kiedy wreszcie uznali, że mam kilka ciuchów na najbliższe dni, zabrali mnie na szybki obiad  z obowiązkowym deserem.  Już się boję, co będzie za TYCH KILKA DNI, kiedy uznają, że moja garderoba znowu świeci pustkami. Czy ja o czymś nie wiem i te ubrania są jednorazowe?

Tego samego dnia pojechaliśmy jeszcze pod restaurację, w której już niedługo zacznę pracę jako kelnerka. Uznaliśmy, że warto byłoby, żebym chociaż wiedziała, gdzie będę spędzać prawie całe dnie. Moja szefowa i jednocześnie menager całego lokalu, okazała się być naprawdę przemiłym człowiekiem i tylko dodatkowo zachęciła mnie do działania. Ustaliłyśmy, że na samym początku będę traktowana troszeczkę inaczej niż inni ze względu na ostatnie przeżycia i będę mogła korzystać z dodatkowych przerw, jeśli tylko będę tego potrzebowała. Nie, nie mam najmniejszego zamiaru korzystać z tego przywileju. Chce być traktowana na równi z innymi, inaczej nigdy nie wrócę do całkowitej normalności. Zostały mi również wytłumaczone podstawowe zasady panujące w restauracji, które swoja drogą są naprawdę słuszne i potrzebne. Zastanawiam się tylko, czy ktokolwiek ich przestrzega, bo jeśli tak to ponownie trafiłam w idealne miejsce. Na koniec menager przedstawiła mnie całemu personelowi i miłym gestem dała do zrozumienia, że nie może się doczekać, aż zacznę u niej pracę. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że nie pracują tu sami mężczyźni, ale przeważającą częścią załogi są kobiety w moim wieku. Póki co wszystko zapowiada się naprawdę cudownie. Wychodząc z lokalu zauważyłam, że ludzie siedzący przy stolikach, dziwnie reagowali na obecność Harry'ego. Miałam wrażenie jakby każdy go tu znał, a może tylko tak mi się wydawało? W sumie podczas naszych zakupów tez kilka razy, ktoś do niego podchodził się przywitać, a czasami nawet przytulić. Czy to nie jest trochę dziwne? No cóż może kiedyś to się jakoś wyjaśni.


Z dnia na dzień dogadujemy się z Nancy coraz lepiej. Każdego wieczora spędzamy razem czas na wspólnych ćwiczeniach rehabilitacyjnych i wzmacniających, przygotowanych specjalnie dla mnie. Już rozumiem dlaczego dziewczyna jest uznawana za jedną z najlepszych w Londynie w swoim fachu. Potrafi człowieka tak zmotywować, że sam nie chce przerywać czasami nawet morderczego treningu. Jest niesamowicie pozytywną osobą, co udziela ci się już po kilku minutach wspólnego treningu. Do tego jej zestawy ćwiczeń przynoszą efekty naprawdę szybko, co dodatkowo pobudza chęć działania. Jeszcze raz podkreślę, że chłopaki wybrali dla mnie najlepszą współlokatorkę pod słońcem! Oczywiście oprócz wspólnych ćwiczeń nade mną udało nam się wybrać również do kina oraz spędzić bardzo miły wieczór w towarzystwie jej mamy, która przyjechała ponad 100km, by móc mnie poznać. Teraz już wiem po kim Nancy jest tak pełna optymizmu i dobrej energii. Pewne rzeczy przechodzą w genach. Staram się na ile tylko to możliwe pomagać w codziennych obowiązkach i nie sprawiać żadnych kłopotów. Mam sporą nadzieję, że póki co moje starania nie idą na marne.


***

Dzisiaj przy śniadaniu zdałam sobie sprawę, że został mi już niecały tydzień do rozpoczęcia pracy, czyli generalnej próby samodzielnego życia. Czuję się strasznie z myślą, że żyję na czyimś garnuszku i, że jestem całkowicie od kogoś zależna. Szczególnie jeśli to są praktycznie obcy mi ludzie. Przyznam się, że w  tajemnicy przed chłopakami i Nancy już trzy razy wyszłam na ulicę, by zarobić chociaż małą sumę i nie musieć prosić o pieniądze przy każdej okazji.  Na moje szczęście nowe lokum mieści się w dość ruchliwej części Londynu, co działa zdecydowanie na korzyć, jeśli chodzi o zarobki. Prawda jest taka, że gdybym miała sama wybierać mieszkanie, w życiu nie chciałabym, aby znajdowało się w centrum, ale w zaistniałych okolicznościach jestem przeszczęśliwa. Przez te kilka godzin gry, z małymi przerwami na odpoczynek, ze względu na dające się we znaki żebra, udało mi odłożyć już prawie sto funtów, a muszę podkreślić, że i tak wszystkie pieniądze z pierwszego dnia przeznaczyłam na obfite zakupy spożywcze dla mnie i mojej współlokatorki. To takie dziwne uczucie, kiedy po raz pierwszy od kilku lat ,spacerując między regałami, nie zatrzymujesz się przy półce z najtańszą i często niezdrową żywnością. Oczywiście nie chciałam budzić żadnych podejrzeń, dlatego musiałam delikatnie podkoloryzować rzeczywistość. Powiedziałam, że znalazłam jeszcze trochę zaskórniaków w bocznej kieszeni pokrowca, co poniekąd było zgodne z prawdą, bo właśnie tak schowałam zarobioną tego dnia kwotę. Wspominałam już, że potrafię być bardzo przekonująca? Wiem, że nie jest  w porządku tak kłamać, ale to naprawdę dla tak zwanego wyższego dobra.

Wieczorem mają przyjść chłopaki na a'la parapetówkę, co oczywiście nie było moją inicjatywą, ale nawet cieszę się na myśl, że znowu spotkam się z moimi wybawcami. Nie ukrywam też, że mam nadzieje na chwilę prywatności z Niallem, podczas której może wreszcie uda nam się szczerze porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Wczoraj przygotowałyśmy z Nancy plan działania na dzisiejszy dzień, bo niestety praca trenera wiąże się z często zajętymi weekendami. Obiecałam, że zajmę się porządkami w całym domu i postaram się przygotować, coś ciepłego do jedzenia, a ona po pracy kupi zimne przekąski i coś, czym będzie można opić mój mały życiowy sukces. Co do mojeo gotowania to mam pewne przeczucia, że skończymy na zamówionej pizzy, ale nie tracę nadziei. Skoro ostatnio tyle mi się udaje, to może i kuchnia nie okaże się taka zła?

Około południa współlokatorka zabierała się do pracy i jak co dzień poinstruowała mnie, że gdyby tylko coś się działo, mam do niej dzwonić, a jeśli nie odbierze to próbować jeszcze raz i w ostateczności zadzwonić do któregoś z chłopaków. Dam sobie radę! A może jednak przeceniam swoje możliwości? Tak, to zdecydowanie ta druga opcja. Po kilku godzinach udawania, że jestem znakomitą kucharką, dałam za wygraną i wykręciłam mój "alarmowy numer". To właśnie znajdowało się w małym pudełeczku od Harry'ego. Nowy, opłacony telefon. A to, co chłopak pozwolił już sobie dodać, był jego numer z małym dopiskiem "Jestem także Twoim numerem alarmowym, jeśli tylko potrzebujesz pomocy, wciśnij tą magiczną zieloną słuchawkę" (Podkreślę jeszcze raz, może trochę przynudzając, ale JAK JA IM ZA TO WSZYSTKO SIĘ ODWDZIĘCZĘ I JAK SPŁACE TEN CIĄGLE NARASTAJĄCY DŁUG? )To jest zdecydowanie ta chwila, w której czuję się całkowicie bezsilna i potrzebuję jakiegoś dobrego kucharza, a przecież za takiego właśnie uważa się Harry.

-Halo, Harry?

-Tak, cześć Lily, co tam u ciebie? - chłopak przywitał mnie swoim cudownym delikatnie ochrypłym głosem

-Czy dodzwoniłam się do prywatnego numeru alarmowego Lily?

-Tak, jezu Lily coś się stało? Gdzie jesteś? Nic ci nie jest? Ktoś coś ci zrobił? - aż taką niezdarą i ofiarą jestem w jego oczach, że na każdym kroku muszę wpakować się w kłopoty? Kilka razy próbowałam mu przerwać, niekończącą się fale pytań, ale po pewnym czasie uznałam, że z tej sytuacji jest tylko jedne wyjście i najzwyczajniej w świcie zakończyłam połącznie. Kilka sekund póxniej jego uśmiechnięta buzia pojawiła się ponownie na moim ekranie, co oznaczało, że teraz on próbował dodzwonić się do mnie. - Lily, czemu się rozłączyłaś? Ktoś ci kazał? Jesteś bezpieczna?

-HARRY!!! - wydarłam się tak głośno, że ludzie idący chodnikiem, biegnącym pod moimi oknami z pewnością mnie słyszeli i uznali za wariatkę, a to przecież nie ja zachowuje się nienormalnie. - Już? Mogę coś powiedzieć, czy nadal masz zamiar zadawać te bezsensowne serie pytań? - ostrzegam, jeszcze jedno pytanie i wybuchnę, a wtedy potrafię pobić nawet przez słuchawkę.

-Przepraszam? - zdecydowanie nie spodziewał się takiej reakcji. W sumie to w ich towarzystwie póki co nie zdążyłam jeszcze pokazać moich słabszych stron, więc miał prawo sądzić, że jestem niegroźną, szarą myszką. Tak, to prawda jestem niegroźna. Chyba, że ktoś bardzo mnie zirytuje. Wtedy zakładam moją twarz numer dwa.

-No, to zacznijmy od początku. Witaj Harry. Potrzebuję pomocy. W KUCHNI. - odpowiedzi usłyszałam jedynie śmiech. Nie jestem pewna, czy śmiał się ze mnie, czy raczej z siebie, ale wolałam nie zaczynać innego tematu. - Mam na dzisiaj przygotować coś na kolację, ale kucharz ze mnie gorszy niż krawiec, a dodam, że nie umiem nawet przyszyć guzika. Z tego, co pamiętam, ty za to radzisz sobie znacznie lepiej ode mnie, więc postanowiłam skorzystać z mojego numeru alarmowego. Czy mogę liczyć na twoją pomoc?

-Trzeba było tak od razu mała.

-Jakby ci to powiedzieć, hmmm. Ktoś nie dał mi dojść do głosu!

-Oj już tam, nie wiem o czym mówisz. A co do prośby, to już wsiadam do auta. Będę za około 30min. Masz coś w lodówce, czy mam coś kupić?

-Dziękuję. Wydaje mi się, że najpotrzebniejsze rzeczy mamy, ale jeśli potrzebujesz coś wymyślnego, to lepiej zahacz o jakiś spożywczy.

-Już się robi mała.  To do zobaczenia

***

Gotowanie z Harrym to sama przyjemność. Nie musiałam, a raczej nie zostałam dopuszczana do robienia niczego. Moim zadaniem było jedynie zakładanie za ucho niesfornych loków chłopaka i degustowanie. I to był zdecydowanie najlepszy punkt całego dnia. Nie dziwię się, że Niall w ramach wynagrodzenia prosi Harry'ego o coś do jedzenia. Na jego miejscu robiłabym dokładnie to samo. Zapisałam się już na mały kurs gotowania, który mam nadzieje przyda mi się w nowym życiu. Przecież kiedyś skończą się codzienne obiadki z restauracji, przynoszone każdego przez Nancy. Nie ukrywam, że już nie mogę się doczekać naszej pierwszej lekcji, bo mam nadzieję, że skończy się ona jakąś przepyszną kolacją.

-Nawet nie wiem jak mam ci dziękować. - Harry przykrył swoje dzieła folią i zabrał się za czyszczenie blatów. Mężczyzna cud - gotuje na zawołanie i jeszcze po sobie sprząta! Gdzie tacy się rodzą?

-Mam pomysł. Podjedź tutaj - wskazał palcem na swój pliczek i delikatnie się uśmiechnął, uwidaczniając w ten sposób dołeczki. Zrozumiałam aluzję i "zapłaciłam" za pomoc. - No to jesteśmy kwita.

Wieczór przebiegł naprawdę przyjemnie, ale znowu nie udało mi się porozmawiać z Niall'em. Coś mi się wydaje, że to będzie trudniejsze niż myślałam. Po kolacji wnieśliśmy kilka miłych toastów, głownie kierowanych w moją osobę i "rodzącą się przyjaźń". Potem wspólnie obejrzeliśmy dwa ulubione filmy Niall'a i koniec końców całą czwórką zasnęliśmy na kanapie w salonie. Nadal nie wiem jakim cudem rano obudziłam się w moim łóżku, ale sądzę, że śpiący na podłodze blondyn, będzie w stanie mi to wytłumaczyć.


***

No i nadszedł kolejny przełomowy dzień w moim całkowicie zmienionym życiu. Dzisiaj zaczynam prace. Czy się steruje? I to jeszcze jak. Mimo, że poznałam już wszystkich współpracowników, nie mam pojęcia, jaki będzie ich stosunek do mnie. Szefowa wie, o całej sytuacji i nie jestem pewna, czy nie poinformowała wcześniej całej załogi. Nie ukrywam, że wolałabym, gdyby tego nie zrobiła, by móc zacząć wszystko z tak zwaną "czystą kartą". Boję się, że zostanę na starcie zaszufladkowana i ciężko będzie mi zmienić opinię innych o mnie. Ale nie ma co, się martwić na zapas. Co ma być, to będzie i chcę czy nie, muszę, to zaakceptować.

-Cześć wszystkim. - przywitałam się tak niepewnie, że nawet sama nie poznałam swojego głosu.

-O to ty byłaś tu ostatnio ze Styles'em.

-Przepraszam z kim?


______________________________________

No i jest wreszcie rozdział ósmy. Mam nadzieję, że się podoba. Jak myślicie jak dalej potoczą się losy Lily? Czy dowie się kim jest Styles? I czy wreszcie uda jej się porozmawiać z Niall'em?
Zapraszam do komentowania :)

W ramach wynagrodzenia za nieobecność postarałam się, aby rozdział był troszeczkę dłuższy od poprzednich. :)