poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział dziewiąty

-Przepraszam z kim? - Kto to jest do cholery ten Styles?  Jestem pewna, że nigdy w życiu nie słyszałam takiego nazwiska, co oznacza, że jest to mało prawdopodobne, a raczej niemożliwe, bym spacerowała z kimś takim po ulicach Londynu. Poza tym byłam w tej restauracji tylko jeden raz razem z Nancy i Harrym. To musi być jakaś pomyłka. Pewnie jestem do kogoś bardzo podobna i najzwyczajniej w świecie się pomylili. Przecież do takich sytuacji dochodzi codziennie i jest to zupełnie naturalne. Chociaż, tak wszystko po kolei analizując, czy Harry kiedykolwiek wspominał mi jak dokładnie się nazywa? W tej chwili nie mogę sobie tego przypomnieć, ale na pewno, znając mnie to, wypadło mi to z głowy. Szczególnie w tak stresującym momencie, jak pierwszy dzień w nowej pracy. - Musisz mnie z kimś mylić. Nie znam nikogo, kto nazywałby się Styles.

-No nie udawaj, że nie wiesz o kim mówię. Naprawdę nie jestem aż tak głupia za jaką mnie uważasz. Takie jak ty zawsze wywyższają się i myślą, że przez swoje kontakty stały się jakimś cholernym bóstwem. No cóż, chciałabym cię uświadomić, że się mylisz. Nadal jesteś nikim. - blondyna, która za pierwszym razem przywitała mnie chyba najbardziej czule i mile, teraz jakby całkowicie zmieniła nastawienie do mnie. Tylko czemu? Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, o co dokładnie jej chodzi, mówiąc "takie jak ty"?

-Przepraszam, ale nie to miałam na myśli. Nie uważam cię za głupia. Mówię, że ja byłam tu tylko raz z moimi znajomymi. Pomogli załatwić mi tą pracę i przyprowadzili mnie na rozmowę z właścicielką. Jestem pewna, że mamy na myśli dwie zupełnie różne osoby. A zresztą kim jest Styles, że miałoby to aż takie znaczenie? - nawet jeśli miałbym znać pana Styles, jakie to miałby znaczenie? Pewnie jest tylko jednym ze zwykłych dwudziestoparoletnich chłopaków, którego rodzice, jak mieniem mają spore zasoby finansowe. Przecież na świecie jest dużo takich "wyjątkowych" dzieciaków. No chyba, że to właśnie jego ojciec ma jakeś znaczenie w tej sprawie. Chociaż szczerze mówiąc, wydaje mi się, że już bym się tego dowidziała. - Nie wiem, o co to całe zamieszanie. - próbowałam się uśmiechnąć, ale najwyraźniej to tylko pogorszyło całą sprawę i jeszcze bardziej rozzłościło współpracownicę.

-Możesz już skończyć ten naprawdę nędzny teatrzyk? Dobrze wiem z kim cię widziałam i nie wmówisz mi, że było inaczej. Wszyscy wiemy, że przyszłaś z nim, bo dzięki temu mogłaś załatwić sobie lepsze warunki. Szefowa nam już przekazała, że mamy być na początku bardzo ostrożni wobec ciebie i dawać ci fory. Bo co? Bo jesteś tak delikatna, że boisz pobrudzić sobie rączek? Na sto procent wykorzystałaś to kim jest i tylko dlatego tu jesteś. Inaczej nasza szefowa nie poszłaby na twoje chore warunki. Tacy ludzie jak Styles zawsze mają w życiu łatwiej, ale i otaczają się fałszywymi ludźmi, żerującymi na ich sukcesie. - jak mogłam wykorzystać kogoś, kogo nigdy nie miałam okazji nawet poznać? Nigdy nie rozmawiałam z żadną osobą, którą możnaby zakwalifikować do grupy ludzi, opisywanej przez dziewczynę, więc tym bardziej czuję się zdezorientowana.

-Nie wiem z kim mnie mylisz, ale ja naprawdę nie wiem, o co ci chodzi. Moje warunki ustalałam osobiście podczas ostatniej wizyty  w restauracji. Nie znam żadnego Stylesa, który mógłby wkupić mnie w łaski naszej szefowej. Jestem w trakcie rehabilitacji i moje dodatkowe przerwy wynikają tylko i wyłącznie z tego powodu. Uwierz mi, że nie boję się żadnej pracy i od początku planowałam dawać z siebie jak najwięcej, nie wykorzystując moich przywilejów. Jeśli nadal jesteś przekonana, co do swojej wersji, proszę idź do szefowej i sama jej się zapytaj, jaka jest prawda. Nie sądzę, żeby powiedziała ci cokolwiek innego niż ja. - powoli zaczynam się irytować. Nie zna mnie i próbuje wmówić, coś co nigdy nie miało miejsca. Nie chciałam zostać zaszufladkowana ze względu na gwałt, to znalazł się inny powód. Jeśli tak ma wyglądać każdy dzień, to po miesiącu wracam na ulicę.

-Słaba z ciebie aktoreczka. Przecież to jasne, że każdy pracodawca ceni sobie odwiedziny ich lokalu przez jedną z takich osób jakimi jest Styles. To najtańsza i najlepsza promocja, jaką można sobie wyobrazić i jeśli taką wersje wydarzeń ustaliliście wspólnie, to taka zostanie mi też przedstawiona. Także daruj sobie te zagrania z szefową i przestań udawać. Nikt z nas i tak ci nie uwierzy w żadne twoje kłamliwe słowo.

-Natalie, wracaj proszę do pracy. Rano pytałaś mnie, czy możesz wyjść dzisiaj godzinę szybciej, niż masz to w grafiku, ale zaraz zmienię moją decyzję. Sala nadal nie jest gotowa na przyjęcie gości, a z tego, co mi się wydaje, to ty jesteś za to w tej chwili odpowiedzialna. - Menger przerwała naszą rozmowę chyba w krytycznym momencie. Nie jestem pewna, jak to wszystko potoczyłoby się dalej  i zdecydowanie wolę sobie tego nie wyobrażać. Skinieniem głowy podziękowałam kobiecie i poszłam zostawić swoje rzeczy w wyznaczonej wcześniej szafce. Podobno ktoś ma mnie dzisiaj wprowadzać w moje obowiązki, więc pozostało mi się jedynie modlić, by nie była to moja "ulubiona Natalie". Na początku myślałam, że może się z nią zaprzyjaźnię, ale po dzisiejszej sytuacji, jakoś zmieniłam zdanie. I tym razem jestem pewna, że się nie mylę.


***

Do końca mojej zmiany było już tylko lepiej. Funkcjonowanie lokalu wyjaśniała mi cały dzień drobna dwudziestolatka, która nie miała do mnie żadnych pretensji, a wręcz przeciwnie, co chwila dopytywała się, czy nie potrzebuję przerwy. Podczas jednej z nich udało nam się chwilę porozmawiać i zjeść wspólnie ciepły posiłek, przygotowany przez naszego szefa kuchni. Dowiedziałam się, że Lexi pracuje już tutaj ponad rok i podobnie jak ja, nie przepada za Natalie. I chyba nie tylko ona. Max - szef kuchni- też z wymalowaną niechęcią na twarzy podawał jej sałatkę, która oczywiście nie sprostała jej oczekiwaniom. Podobno Natalie jest tutaj jedynie powodem wielu kłótni i nieporozumień, nie tylko między pracownikami, ale także między nią a klientami. Szefowa już kilka razy miała ją zwolnić, ale jest tu z polecenia kuzynki i nie jest to takie proste. Czy ktoś wyczuł nutkę hipokryzji? Bo mi zalatują nią na kilometr. Lexi natomiast należy do tej części załogi, która stara się nie mieszkać w sprawy innych i zazwyczaj całkowicie skupia się na pracy i zadaniach, jakie ma wykonać. Coś mi się wydaje, że to jest ta osoba, której powinnam się tu kurczowo trzymać. Max też wydaje się być całkiem spoko. Ma duże poczucie humoru i ogromny dystans do siebie, przez co obelgi kierowane w jego stronę przez Natalie, raczej nie wypływają na jego samopoczucie. Wręcz przeciwnie ma kolejny powód do żartów. Choć póki co trzymam się raczej na uboczu i raczej tylko przysłuchuję się rozmowie Lexi z Maxem, czuję, że nie mam się czego obawiać.

Dzisiaj, oprócz bacznej obserwacji Lexi, dostałam kilka naprawdę prostych obowiązków - sprzątanie stolików po gościach oraz praca na zmywaku. Mycie garów może nie należy do najprzyjemniejszych, ale jak mówiłam żadnej pracy się nie boje. A podobno każdy tak zaczynał, prawda? Oczywiście Natalie cały dzień bacznie mi się przyglądała, jakby czekając na moje potknięcie. No cóż tym razem miała pecha. Na sam koniec zostałam poproszona o samodzielne obsłużenie  trzech stolików, zgarniając w ten sposób kilka funtów z napiwków. Mała rzecz, a cieszy.

Co do reszty  męskiej części załogi, to podchodziłam do nich bardzo sceptycznie, praktycznie omijając ich na każdym możliwym kroku. Nie budzili mojego zaufania, a ich szerokie, umięśnione ramiona jedynie potęgowały strach. Nikt z nich nie wie, co mi się tak naprawdę przytrafił, ale jeśli dalej będę unikać ich jak ognia, zaczną się domyślać. Wyglądają na inteligentnych mężczyzn, a połączenie tych kilku faktów i obserwacji, nie wymaga zbyt dużej błyskotliwości. Muszę się w jakiś sposób zmobilizować i przełamać najgorsze lęki. Problem w tym, że cholernie się boję. Boję się, że sobie nie poradzę, że znowu się załamię, że zaprzepaszczę szansę jaką dali mi chłopaki. Chyba czas najwyższy przestać działać na własną rękę i po prostu poprosić kogoś o pomoc. Mam nadzieje, że Nancy zna dobrego psychologa.


***

Od mojego pierwszego dnia w pracy minęły już dokładnie trzy tygodnie. Mogę teraz spokojnie powiedzieć, że jestem cholerną szczęściara. Może nie całe życie tak było, a raczej przez znaczną jego część byłam ofiarą okrutnego losu, ale teraz wszystko wygląda inaczej. Spotkałam na swojej drodze niesamowitych ludzi, którym do końca życia, będę dziękować za okazane mi serce. Dbają o mnie i robią wszystko, by tylko pomóc mi zapomnieć o okrutnej przeszłości.

 Co do pracy to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest coraz lepiej i powoli z pomocą terapeutki i Nancy, zaczynam odbudowywać swoją pewność siebie i przełamywać wciąż świeże lody w relacjach z mężczyznami. Ostatnio odważyłam się nawet spędzić przerwę z jednym z kolegów, podczas której zrozumiałam, że on nie ma wobec mnie żadnych złych zamiarów. Byłam skrępowana, ale czułam się bezpiecznie, a to chyba ogromny krok w stronę normalności. Do wspomnianej terapeutki trafiłam oczywiście dzięki współlokatorce. Tego samego dnia, kiedy wspomniałam Nancy o moich obawach odnośnie mojej wytrzymałości psychicznej, zostałam umówiona na wizytę. Pierwsze spotkanie trwało ładnych kilka godzin, ale podobno psycholożka właśnie tego się spodziewała. W sumie to nie zdawałam sobie sprawy ile zmartwień, słabości i lęków, kryje się w mojej osobie. Każda sytuacja, która miła miejsce w moim życiu, odcisnęła się znacząco na mojej psychice. Jednym słowem- to dziwne, że jeszcze nie miałam skutecznej próby samobójczej. Na samym początku terapii musiałam stawiać się w gabinecie codziennie, choćby na kilkanaście minut rozmowy, a teraz umawiamy się co trzy dni. Za każdym razem Pani Powell daje mi drobne zadania do wykonania następnego dnia, które mają zbliżyć  mnie małymi kroczkami do normlanego życia. Terapeutka nie skupia się tylko na jednym z moich problemów, ale stara się pomóc mi z każdą słabością. Uwielbiam odwiedzać ten niewielki, urządzony w ciepłych kolorach gabinet, siadać w wygodnym fotelu i wyrzucać z siebie wszystko, co tylko leży mi na sercu. Po każdej rozmowie, czuję się lżejsza i pełna chęci do życia. Wiem, że mogę jej bezgranicznie zaufać i to pomaga mi przezwyciężyć każdy głęboko skrywany lęk.  Mogę śmiało powiedzieć, że przyjście do Pani Powell, było jedną z lepszych decyzji w moim życiu.


***

  Dzisiaj mija miesiąc odkąd ostatni raz widziałam się z chłopakami. Dwa dni po mojej parapetówce musieli gdzieś wyjechać na trzy tygodnie, które niestety przedłużyły się o kolejne dwa.  Próbowałam podpytać się też blondynki, co zatrzymało Harry'ego i Niall'a, ale sama nie była pewna i zazwyczaj zbyt wiele o tym nie mówiła. Przynajmniej tak mi się wydaje, że wie tyle co ja.  Z tego, co udało mi się wywnioskować z bardzo lakonicznych odpowiedzi, zrozumiałam jedynie, że są w pracy, co dało mi trochę do myślenia. Wcześniej byłam prawie pewna, że nie zajmują się niczym poza rozwijaniem własnych pasji, a ta informacja całkowicie zmienia postać rzeczy. Z tego wynika, że prawdopodobnie sami dorobili się takiego majątku w tak młodym wieku. Jeśli tak, to szczerze ich podziwiam i szanuję ich wysiłek. Zastanawia mnie tylko, czym się zajmują, bo z ich zachowania, czy z wypowiedzi, nie dało się praktycznie nic wywnioskować. Nie ukrywam, że czuję się momentami trochę niedoinformowana, ale przecież ja sama im wszystkiego nie mówię, wiec chyba nie wypada mi nawet dopytywać. Ciekawe kto z nas skrywa w sobie największą tajemnicę? Mam tylko nadzieję, że wkrótce dowiem się kilku chociaż najbardziej podstawowych informacji o chłopakach, a w zamian ja też powiem im coś o sobie. Chyba sama nie wierzę, że będę w stanie to zrobić.

Sama się też trochę dziwie, ale mam wrażenie, że za nimi tęsknie. Chociaż w ostatnim czasie należą do grupy najbliższych mi osób i powinnam raczej przewidzieć taką sytuację. Szczerze powiedziawszy to od dłuższego czasu tęskniłam tylko za osobami, których już nigdy miałam nie zobaczyć, dlatego świadomość, że chłopaki prędzej czy później wrócą do domu, wlewała w moje serce wcześniej nieznane ciepło. Naprawdę  nie mogę się już doczekać, kiedy wreszcie ich zobaczę i  porozmawiam. Chciałabym znowu spędzić z nimi trochę czasu, pośmiać się i powygłupiać, jak podczas śniadania, po naszym ostatnim spotkaniu. To były naprawdę niesamowite chwile, które chciałabym powtarzać znacznie częściej. Wspólne posiłki z osobami, które interesują twoim losem, są niesamowicie przyjemne i mają zdecydowanie większą wartość. Mam nadzieje, że jeszcze nie raz będę miała okazję usiąść z nimi przy jednym stole. Mam zbyt wygórowane marzenia? Nie, tym razem chyba nie. Chyba nareszcie znalazłam swoje miejsce na ziemi.


***

-Lily, kupiłam nam na dzisiejszy wieczór bilety do kina. Pamiętasz ostatnio mówiłam ci o tym nowym filmie, z naszym ulubionym aktorem - Nancy już jak zawsze od progu zasypywała mnie góra przeróżnych informacji. Przez miesiąc wspólnego mieszkania naprawdę udało nam się zbliżyć i nawet zaczęłyśmy dzielić różne małe pasje. Nie mówię tu o muzyce, bo to raczej nie najlepsza strona dziewczyny, ale o podobnych zainteresowaniach filmowo/serialowych. Przypomniałam sobie, jak razem z rodzicami robiliśmy sobie wieczory filmowe. Poprosiłam nawet Nancy, byśmy razem obejrzały, coś, co wiele razy oglądałam zatopiona w ramiona mojego taty. To właśnie było jedno z zadań od mojej terapeutki. To wyzwanie nie tylko pomaga mi w pogodzeniu się ze stratą rodziców, ale także zacieśnia więzi przyjaźni między mną a Nancy. Dziewczyna przez ponad godzinę pozwalała, bym płakała oparta o jej ramię, nie prawiąc mi zbędnych morałów. Nie prosiła, bym przestała, tylko podawała kolejne paczki chusteczek. Jej obecność dała mi siłę i poczucie zrozumienia. Wierzę, że jeśli ona będzie miała kiedykolwiek jakikolwiek problem, przyjdzie z nim do mnie i będę mogła jej pomóc. Póki co zostanę po raz kolejny jej ogromnym dłużnikiem. -  Mam nadzieje, że nie masz żadnych planów?

-Hej - ucałowałam ją na przywitanie w policzek- Super pomysł. Dawno nie byłam w kinie. Na którą mam być gotowa?

-O 18;30 będzie po nas taksówka. Nie jedziemy autem, bo mam w planach wyskoczyć, gdzieś później na drinka. Co ty na to?

-Jesteś pewna, że to dobry pomysł? No wiesz, tam będzie ich naprawdę sporo. Na każdym kroku. - ja rozumiem, że są postępy w moim leczeniu, ale chyba to nie najlepszy pomysł. To dla mnie zdecydowanie za szybko. - Ja chyba nie jestem jeszcze gotowa.

-Kochanie, spokojnie. Pójdziemy do takiego sprawdzonego klubu, zarezerwowałam nam już stolik. Poza tym będę cały czas przy tobie. Jeśli uznasz, że czujesz się tam źle, wyjdziemy. Ale teraz spróbuj. Sama mówiłaś, że chcesz zacząć wychodzić do ludzi, bo tego brakuje ci już od kilku ładnych lat. Proszę cię Lily, chociaż spróbuj. - dziewczyna przytuliła mnie najmocniej jak się dało i delikatnie ucałowała w czoło. Stałyśmy tak dłuższą chwilę i postanowiłam zrobić coś nie myśląc tylko o sobie, ale o Nancy, która przecież zrobiłaby dla mnie wszystko. - Proszę, spróbuj.

-Dobrze. Ale jeśli tylko...

-Jeśli tylko coś będzie nie tak, wrócimy do domu pierwszą taksówką, jaką zobaczymy! Ubierz tą małą czarną. Wyglądasz w niej naprawdę dobrze. - po co mam wyglądać "dobrze", skoro mam zamiar przesiedzieć cały wieczór na sali kinowej i przy klejącym się od różnorakich napoi stoliku w klubie.

-Będę gotowa na 18:20. Jakby coś będę u siebie. A obiad masz w lodówce, mam nadzieję, że będzie ci smakować.

-Dzięki Lily. - jeszcze raz ucałowała mnie w czoło i ruszyła w stronę lodówki. Nadal nie rozumiem po co mała czarna, ale nie niech jej będzie.

***


Jak mówiłam tak się stało. Punktualnie o 18;20 stanęłam gotowa przed drzwiami do pokoju Nancy.  Zanim jeszcze zdążyłyśmy wyjść dziewczyna delikatnie podkreśliła moje oczy czarną maskarą i usta klasyczną czerwoną szminką. Przyznam, że nie malowałam się ładnych parę lat, dlatego nawet te dwa drobne detale, bardzo rzucały się w oczy. Mała czarna, czerwone szpilki, które pożyczyłam od Nancy i makijaż współgrały ze sobą znakomicie. Tylko po co ja mam być taka wystrojona?

Nancy też wyglądała bardzo dobrze. Zdecydowała się na lejącą, białą bluzeczkę na ramiączkach i obcisła, klasyczną  miniówkę do połowy uda. Czarne szpilki i trochę mocniejszy od mojego makijaż idealnie podkreślały jej piękną figurę i rysy twarzy.


***

Film nie okazał się być tak dobry, jak tego oczekiwałyśmy. Prawdę mówiąc to kompletnie nam się nie podobał. Może wynika to z naszych wygórowanych oczekiwań, a może po prostu nie należał do najlepszych. Warto też dodać, że nie był najkrótszy, dlatego poziom naszego wynudzenia, znacząco wpłynął na chęć podniesienia poziomu rozrywki w naszym życiu. Nasz kolejny cel wieczoru, czyli wybrany przez Nancy klub, mieścił się niedaleko naszego obecnego miejsca pobytu, dlatego postanowiłyśmy zrobić sobie mały spacerek i orzeźwić się po ponad dwugodzinnym bezsensownym siedzeniu w ciemnej sali.

-A jak ci idzie terapia? Czujesz się trochę lepiej niż przed jej rozpoczęciem? - idąc ciemnymi uliczkami Londynu, Nancy wiedziała, że nie uda mi się uciec od tematu. Zazwyczaj nie miałam problemów, aby otwarcie rozmawiać z Nancy, ale  postępy mojego leczenia lubiłam zostawiałam dla siebie. Może było to spowodowane tym, że opowiadając o moich postępach, musiałam zahaczyć o moją przeszłość, która była kolejnym tematem tabu. Chociaż pani Powell próbuje przekonać mnie, abym wreszcie otwarcie powiedziała współlokatorce, dlaczego jestem sama, to jakoś wolę ograniczyć się do krótkiego wyjaśnienia, że moi rodzice zmarli już prawie 4 lata temu. Póki co chyba boją się zapytać mnie o szczegóły, a ja nie mam zamiaru wybiegać przed szereg.

-Dobrze, znaczy tak mi się wydaje. Czuję się lepiej niż miesiąc temu. Taka bardziej pewna tego, co robię i może trochę mniej przestraszona? Mam jeszcze ogromne obawy i w dalszym ciągu nie pogodziłam się ze wszystkim, co mnie spotkało, ale chyba jestem na dobrej drodze. Przynajmniej tak mi powtarza pani Powell. - wyrzuciłam z siebie prawie na jednym wydechu. Nie wiem do końca, czemu, ale naprawdę ciężko przychodzą mi te rozmowy, nawet jeśli nie wspominam o konkretnych rzeczach.

-A jak się czujesz, kiedy zbliża się do ciebie mężczyzna? Oczywiście jeśli nie chcesz, to nie musisz odpowiadać. Chce tylko wiedzieć, gdyby coś się działo. No wiesz, jak rozpoznać, że potrzebujesz mojej pomocy.

-Nadal się boję, choć nie wydaję mi się, że mogłabym wpaść jeszcze raz w taką panikę, w jaką wpadałam będąc jeszcze w szpitalu. Czuję, że jest już znacznie lepiej, ale mam świadomość, że już nigdy nie podejdę do obcego mężczyzny, nie mając choć małych obaw. Niestety to, co się stało, już zawsze będzie częścią mnie, choć nie wiem jak bardzo, bym tego nie chciała. Mam tylko nadzieję, że nauczę się z tym żyć i kontrolować moje lęki. Gdyby jednak coś się działo niespodziewanego, postaram dać ci jasny sygnał. - bardziej wyczerpująca odpowiedź prawda? Coś czuje, że pani Powell byłby ze mnie bardzo dumna. Może i sama trochę jestem. Małe kroczki - byle w dobrą stronę.

-Trzymam za ciebie mocno kciuki. Wierze, że ci się uda. Jesteś naprawdę bardzo wartościową osobą, która ma szanse wiele osiągnąć, dlatego nie poddawaj się i sama uwierz, że uda ci się to wszystko przezwyciężyć. Bardzo się cieszę, że cię poznałam i mogłam jakoś pomóc. - dziewczyna położyła rękę na moim ramieniu i przyciągnęła do siebie - Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile ja ci zawdzięczam. Tylko proszę jeszcze nie pytaj o więcej. - czyli to naprawdę nic złego, że nie jestem zbytnio wylewna i zatrzymuję sobie spory kawałek prywatności.   Przecież każdy ma coś, czy mnie chce się dzielić ze światem.

-Ja też się cieszę, że spotkałam ciebie i chłopaków. Bez was nadal byłabym nic nie znaczącym marginesem społeczeństwa, błąkającym się po ruchliwych ulicach. Dziękuje. - teraz to ja zainicjowałam nasze połowiczne przytulenie i szeroko się uśmiechnęłam - A wiesz może kiedy oni wracają? Z chęcią bym się z nimi spotkała.

-Właśnie nic nie wiem. Mówili coś o przyszłym tygodniu, ale od wczoraj nie mogę się do nich dodzwonić, a dzisiaj mieli podać mi ostateczną datę przylotu. - dziewczyna trochę jakby się spięła tym pytaniem, jednocześnie czerwieniąc się i uśmiechając. Dziwne, ale może jest między jednym z nich a nią, coś o czym nie wiem. - Spróbuję się z nimi skontaktować jutro rano, może mi się wreszcie uda. - złapała mnie za rękę i delikatnie pociągnęła w prawą stronę - No to jesteśmy na miejscu. Weź głęboki oddech i jeśli tylko coś będzie nie tak daj mi znak.

Weszłyśmy  do dość  sporego klubu, znajdującego się w piwnicy jednej z londyńskich kamieniczek. Wszędzie było ciemno, tylko gdzieniegdzie można było zobaczyć przebłyski różnokolorowego światła, docierającego z parkietu. Nancy zaciągnęła mnie do baru, zamówiła coś na "rozluźnienie atmosfery" i zapytała o zamówiony wcześniej stolik. Barman podał nam po kieliszku i gestem ręki pokazał, że mamy iść za nim. Przeszłyśmy przez drzwi, których zapewne większość bawiących nawet nie zauważa. W tej ogrodzonej części klubu było delikatnie jaśniej, co pozwoliło mężczyźnie również na sprawdzenie naszych tożsamości i bezpieczniejsze doprowadzenie do stolika.

-Życzymy miłego wieczoru. Bar w strefie VIP znajduje się pod tamtą ścianą - mężczyzna wskazał ręką na zdecydowanie bogaciej wyposażony bar, niż ten, który miałyśmy okazję już zobaczyć. Czy ja się przesłyszałam, czy my znajdujemy się w właśnie w strefie VIP? Nancy chyba przesadziła z opiekuńczością. A poza tym jakie z nas VIP-y, że możemy tu w ogóle zarezerwować miejsce. Trochę to dziwne, ale o wszystko dopytam się jej jutro rano. Nie będę psuć nam i tak trochę nieudanego już wyjścia. - Karty do drzwi na parkiet znajdują się już przy waszym stoliku. - Tym razem jego dłoń wskazała nam oddalony najbardziej od innych stolik, przy którym ewidentnie ktoś już siedział. Sądzę, że to jakaś pomyłka, albo ktoś po prostu potrzebował dodatkowej prywatności. No cóż, najwyżej usiądziemy, gdzie indziej. - Jeszcze raz udanej zabawy.

-Dziękujemy bardzo. Sądzę, że jak zawsze będzie cudownie. - Nancy uśmiechnęła się i ruszyła we wskazanym wcześniej kierunku. Czyli już tu była? Domyślam się, że nie chodziło jej wyłącznie o klub, ale także o strefę, w której mamy przyjemność teraz być. Nim zdążyłam zarejestrować wszystkie informacje i jeszcze raz dla pewności rozejrzeć się po klubie,  Nancy już podbiegła do naszego stolika - Kochani miło was widzieć. - To chyba jednak nie była żadna pomyłka



_________________________________________

Zapraszam na 9 rozdział. Jak zwykle zdecydowanie za późno, ale to już chyba taka moja mała tradycja. Wybaczcie mi to opóźnienie i czekajcie na kolejne części historii.




2 komentarze:

  1. Historia jest naprawdę ciekawa :) Chciałabym byś nadal kontynuowała to opowiadanie, bardziej się rozwiła. Początki są zawsze trudne, ale wierz mi kochana, potem będzie lepiej. Bardzo podoba mi się twój styl pisania, właśnie o to chodzi.Staraj się dużo opisywać (ale nie żebyś się rozpisywała) by rozwinąć myśli czytelników.
    Będę wpadać po więcej i chętnie śledziła twoje postępy.
    Pozdrawiam :) x
    Autorka: you-will-always-be-my-property-harry.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń