czwartek, 6 kwietnia 2017

Rozdział ósmy

Nigdy bym nie przypuszczała, że będę musiała przeżyć aż tyle złego, by wreszcie odnaleźć na swojej drodze kogoś, kto poda mi pomocną dłoń. Spędziłam wiele godzin, zawaliłam mnóstwo nocy zastanawiając się w kółku, kiedy nadjedzie ta chwila, w której będę mogła powiedzieć, że moja zła passa się skończyła i wkraczam w nowy rozdział życia. Często słyszałam, że nie uda mi się już nic zrobić z moim życiem, ale ja może początkowo zbyt naiwnie wierzyłam, że mi się uda. Wyobrażałam sobie jak będzie wyglądać moje życie, gdyby wszystko wróciło do normy, gdybym odzyskała choć cząstkę poprzedniego życia. Nigdy jednak nie sądziłam, że na mojej drodze spotkam takich ludzi jak Harry i Niall. W sumie to kto z was by się czegoś takiego spodziewał? Takie rzeczy zdarzają się jedynie w filmach lub serialach. Przecież nikt nie jest na tyle otwarty żeby przyjąć pod swój własny dach zupełnie nieznaną bezdomną. Ludzie nie są tak ufni, jak byśmy tego chcieli, ale trudno się im dziwić. Pewnie sama miałabym ogromny dylemat, podejmując taka decyzję i nie wiem, czy postąpiłabym tak samo jak chłopaki. Nie jestem pewna, czy wszystko, co złe kończy się właśnie w tym momencie, ale czuje, że będzie zdecydowanie lepiej. Tata zawsze powtarzał mi, że po burzy zawsze wychodzi słońce, ale trzeba być gotowym na kolejny sztorm. Z tego, co pamiętam, on nigdy się nie mylił, choć nawet nie wiesz jak bardzo chcę, aby to był ten wyjątek potwierdzający regułę.

Siedząc pewnego wieczora na tarasie w domu nad jeziorem, do którego zabrał nas Harry, uświadomiłam sobie, jak bardzo zmieniło się nie tylko moje życie, ale ja sama. Jestem inna osobą, niż tą, która spacerowała po londyńskich ulicach w objęciach rodziców. Byłam zdecydowanie odważniejsza i pewniejsza siebie. Można powiedzieć, że znałam swoje zdolności i wartość i naprawdę wierzyłam, że jestem w czymś dobra. Jedyne, co nieustanie mnie irytowało, była nieumiejętność podejmowania szybkich, samodzielnych decyzji. Ktoś by powiedział, że moje wcześniej wspomniane cechy charakteru wskazywałby raczej na inne zachowanie, ale ja zawsze musiałam mieć moich ukochanych konsultantów. Nie wiem, czy to dlatego, że po prostu liczyłam się z ich zdaniem, czy może jednak bałam się brać całej odpowiedzialności na  siebie? Coś mi się wydaje, że mogę się już nigdy nie dowiedzieć. Niestety z tym problemem borykałam się również na  początku mojej kilkuletniej tułaczki. Codziennie pytałam rodziców, co mam zrobić, jak się zachować, jak sobie radzić, a jako odpowiedź uzyskiwałam głuchą ciszę. Nawet nie zdajcie sobie sprawy, jak bardzo dobijał mnie brak odpowiedzi, dlatego uważam, że kilka pierwszych dni przeżyłam cudem. Uwierzcie mi, że bałam się zrobić jakikolwiek krok w przód lub w tył. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam lub chciałam rozumieć i najzwyczajniej w świcie tak to wszystko zaczynałam sobie tłumaczyć, że moje decyzje będą zgodne,  z tym, co wybraliby moi rodzice. Może to kogoś zaskoczyć, ale wtedy tak właśnie wierzyłam i zdecydowanie nadal wierzę. Czułam obecność moich rodziców i wiedziałam, że opiekują się mną każdego dnia. Dziękowałam im za wszystko i w dalszym ciągu zwierzałam się z problemów, które z dnia na dzień stawały się coraz poważniejsze i trudniejsze do rozwiązania. Mimo, że nie dostawałam bezpośredniej odpowiedzi doszukiwałam się jej w małych gestach, rzeczach, czy nawet wydarzeniach.

Ostatnio jednak złapałam się nad tym, że coraz rzadziej zwracam się do nich o pomoc i powoli zaczynam samodzielnie decydować o własnym życiu. Czy to znaczy, że o nich zapominam? Nie. Pamiętam i kocham mamę, i tatę tak samo mocno, jak przed trzema laty, ale chyba znalazłam moich ziemskich opiekunów. Jak już  wspominałam, czuję, że to właśnie rodzice splątali  ścieżki moje i chłopaków lub chociaż w jakimś stopniu się do tego przyczynili, dlatego mogę czuć się bezpiecznie. Sądzę, że szukali odpowiednich osób na to miejsce, dlatego to wszystko zajęło im aż tyle czasu. Czy jestem na nich za to zła? Zdecydowanie nie!!! Oni doskonale wiedzieli, co i jak trzeba zrobić. Ufam im bezgranicznie i zawsze będę. Mam też przeczucie, że są ze mnie niezmierne dumni. W końcu ich mała córeczka wreszcie zaczyna wkraczać w prawdziwe dorosłe i dojrzałe życie!


KOCHAŁAM, KOCHAM  BĘDĘ KOCHAĆ 


***


Tak jak zapewniał mnie Harry i Niall, Nancy okazała się być naprawdę wspaniałą, wrażliwą dziewczyną, która stara się mi pomóc na każdy kroku. Mam wrażenie, że troszczy się o mnie jeszcze bardziej niż chłopcy, co wydawało mi się już naprawdę niemożliwe. Przez pierwszych kilka dni wręcz nie odstępowała mnie na krok, by móc stale monitorować mój stan zdrowia zarówno fizycznego jak i psychicznego.

W dzień mojej wyprowadzki (jeżeli to w ogóle można tak nazwać, skoro byłam u nich zaledwie kilka dni)  Nancy przyjechała po mnie do domu chłopaków i już w progu zaczęła pytać się o mój stan, by móc dbać o mnie jak najlepiej. Przeżyłam też serię pytań o moje ulubione dania, alergie, choroby, lęki i wszystko, co było potrzebne nowej współlokatorce do przygotowania mi idealnego lokum, dopasowanego do mnie najlepiej jak się da. Potem szczegółowo wytłumaczyła mi, gdzie będę mieszkać i przy prawie każdym punkcie dopytywała się, czy wszystko mi odpowiada. W miedzy czasie zdążyła napisać chłopakom dosyć długą listę zakupów i wysłała ich do sklepu. Nie wyglądali na szczęśliwych, ale bez zbędnego marudzenia pośpiesznie pobiegli do garażu. Po, jak to uznała "wstępnym wywiadzie", stwierdziła, że jest gotowa, by pokazać mi MOJE nowe mieszkanie. Jak bardzo byłam wtedy podekscytowana? Mogę jedynie powiedzieć, że nie ma takich słów, które oddałby tą euforię choćby w małym stopniu.

Nancy jest dość wysoką blondynką, której figury mogłaby pozazdrościć niejedna dziewczyna. Kiedy mija ją jakiś chłopak na ulicy, to z pewnością się za nią odwróci. Jej długie nogi i duże czarne oczy przyciągną uwagę nawet najmniej zainteresowanego mężczyzny. Do tego z jej twarzy nigdy nie schodzi promienny uśmiech, który dodaje jej uroku i wdzięku. Nie mogę też zapomnieć, że Nancy jest bardzo inteligenta i można z nią porozmawiać na praktycznie wszystkie możliwe tematy. Oczywiście to nie koniec atutów mojej cudownej współlokatorki. Mam wrażenie, że Harry i Niall dokładnie przemyśleli swoją decyzję, odnoście mojego mieszkania, ponieważ okazało się, że Nancy jest jednym z najlepszych trenerów personalnych w Londynie i jednocześnie wziętym fizjoterapeutą.  Czy mogłam trafić pod lesze skrzydła? Nie, nie, nie i jeszcze raz NIE.  Blondynka podobno już po pierwszym telefonie od chłopaków miała ułożony dla mnie specjalny zestaw ćwiczeń, który ma postawić mnie na nogi w zawrotnym tempie, na co czekam bardzo niecierpliwie.

-Więc to jest teraz nasze wspólne mieszkanie. Może nie jest zbyt duże, ale we dwie zmieścimy się tu bez najmniejszego problemu. - dziewczyna otworzyła ciemnobrązowe drzwi i gestem ręki zaprosiła mnie do środka. - Tu są twoje klucze, no i pozostało mi  tylko powiedzieć "czuj się jak u siebie w domu, bo jesteś w domu Lily" - dziewczyna jakby na zachętę mocno mnie przytuliła i delikatnie poklepała po plechach - mam nadzieję, że od teraz zaczniesz zdecydowanie lepsze życie i, że wszystko się ułoży. - Kto wie, może oprócz męskich kontaktów zyskam również damską przyjaciółkę? Postaram się utrzymywać z Nancy jak najlepsze kontakty, które może z biegiem czasu przerodzą się w bardziej zażyłą relację. Kiedyś, gdy byłam mała miałam jedną koleżankę, ale niestety jej rodzice musieli się wyprowadzić na drugi koniec kraju i od tamtej pory nie miałyśmy ze sobą żadnego kontaktu. Założę się, że mnie już nie pamięta.

-Dziękuję Nancy. Tak strasznie ci dziękuję. Nie wiem ,czy kiedykolwiek uda mi się jakoś odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie robisz.


Mój nowy dom składał się w trzech pokoi, z których jeden był tylko i wyłącznie dla mnie, kuchni, łazienki i balkonu. Wszystko, podobnie jak u chłopaków, utrzymane jest w jednym stylu, co powoduje, że mieszkanie jest naprawdę przytulne. Mam wrażenie, że i tutaj maczał palce jakiś dobry projektant wnętrz, chyba że jest jeszcze coś, czym zawodowo zajmuje się współlokatorka. Perfekcyjnie dobrane kolory podłóg i ścian, bardzo funkcjonalnie poustawiane meble i oczywiście perfekcyjnie dopasowane dodatki, nadające całemu wnętrzu "to magiczne coś". Jest jednak pewien element, który najbardziej przykuwają moją uwagę, a mianowicie ogromne ilości zdjęć, porozstawianych i powieszonych w salonie, korytarzu i pokoju Nancy. Już nie mogę się doczekać, aż usłyszę historie każdego z nich.

A co do mojego pokoju to, jest jednym słowem IDEALNY. Trochę przypomną mi ten, który urządzili dla mnie rodzice, przez co wydaje mi się, że łatwiej będzie wszystko sobie jakoś poukładać i przyzwyczaić się do nowej sytuacji.  Na wprost wejścia stoi piękne, białe biurko, oświetlone wpadającymi przez okno promieniami słonecznymi. Na parapecie ustawione są małe,również białe doniczki, z kwitnącymi akurat storczykami. Delikatna firanka, przyozdobiona na górze  drobnymi lampkami, faluje nawet przy najmniejszym moim ruchu.Po lewej stronie znajduje się ciemnoszara kanapa, która swoim wyglądem zachęca, by usiąść i nigdy nie wstawać, a obok niej przygotowany specjalnie dla mnie stojak na gitarę. Nie ukrywam, że moja przyjaciółka prezentuje się w nim niezwykle zjawiskowo. Wspomniałam jak wspaniałą osobą jest Nancy?  Po prawej stronie od wejścia stoi rząd mebli, które jak sądzę, pochodzą z tej samej kolekcji co biurko. Na drzwiczkach najwyższej szafy ostało przyklejone lustro, pozwalające zobaczyć całą sylwetkę, co mam nadzieje czasami mi się przyda. Nieduży, ale niezwykle funkcjonalny i co najważniejsze MÓJ. Nadal nie mogę uwierzyć, że te wszystko się dzieje naprawdę i chyba musi minąć jeszcze sporo czasu, aby mi się to wreszcie udało. Nawet nie zdajcie sobie sprawy, jak bardzo szczęśliwa teraz jestem.



***

Dzień po mojej przeprowadzce Nancy i Harry  zabrali mnie na zakupy, abym mogła wybrać sobie kilka najpotrzebniejszych części garderoby. Prawda jest taka, że szafa, którą udostępniła mi współlokatorka, jest praktycznie pusta, nie licząc tych kilku rzeczy, które dostałam od chłopków już wcześniej.  Oczywiście miałam pewne opory, co do ilości i ceny zakupionych dla mnie rzeczy, ale jak zwykle nikt mnie nie słuchał. Czułam się trochę jak intruz, chodząc między wieszakami, mając przeczucie, że nawet mieszkając razem z rodzicami, nie byłoby mnie stać na choćby parę skarpetek z tych sklepów. A warto zaznaczyć, że w tamtych czasach naprawdę niczego mi nie brakowało.
Sama wybrałam zaledwie dwie najzwyklejsze bluzki na krótki rękaw, jedną parę długich ciemnych jeansów, ciepłą bluzę wciąganą przez głowę oraz kilka par bielizny, czyli tylko to, co było mi naprawdę potrzebne. Jednak ani Nancy, ani Harry nie myśleli tak jak ja i postanowili kontynuować podboje zakupowe, odwiedzając coraz to bardziej ekskluzywne sklepy i butiki.  Choć opierałam im się najlepiej jak potrafiłam, a uwierzcie potrafię być czasami bardzo przekonująca i używać trafnych argumentów, i tak wcisnęli we mnie kolejnych kilka bluzek, T-shirtów, koszuli i topów, spodnie dresowe, leginsy, eleganckie czarne spodnie, trampki, szpilki, w których najpierw ktoś powinien nauczyć mnie chodzić, najzwyklejszą małą czarną, cudowny płaszcz, marynarkę oraz dwie rozpinane, sportowe bluzy. Na koniec Harry wręczył mi mały pakunek i dodał, że to, co najważniejsze, pozwolił już sobie dodać. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, ale prosił, żebym nie otwierała teraz, więc grzecznie czekałam do powrotu do domu.   Kiedy wreszcie uznali, że mam kilka ciuchów na najbliższe dni, zabrali mnie na szybki obiad  z obowiązkowym deserem.  Już się boję, co będzie za TYCH KILKA DNI, kiedy uznają, że moja garderoba znowu świeci pustkami. Czy ja o czymś nie wiem i te ubrania są jednorazowe?

Tego samego dnia pojechaliśmy jeszcze pod restaurację, w której już niedługo zacznę pracę jako kelnerka. Uznaliśmy, że warto byłoby, żebym chociaż wiedziała, gdzie będę spędzać prawie całe dnie. Moja szefowa i jednocześnie menager całego lokalu, okazała się być naprawdę przemiłym człowiekiem i tylko dodatkowo zachęciła mnie do działania. Ustaliłyśmy, że na samym początku będę traktowana troszeczkę inaczej niż inni ze względu na ostatnie przeżycia i będę mogła korzystać z dodatkowych przerw, jeśli tylko będę tego potrzebowała. Nie, nie mam najmniejszego zamiaru korzystać z tego przywileju. Chce być traktowana na równi z innymi, inaczej nigdy nie wrócę do całkowitej normalności. Zostały mi również wytłumaczone podstawowe zasady panujące w restauracji, które swoja drogą są naprawdę słuszne i potrzebne. Zastanawiam się tylko, czy ktokolwiek ich przestrzega, bo jeśli tak to ponownie trafiłam w idealne miejsce. Na koniec menager przedstawiła mnie całemu personelowi i miłym gestem dała do zrozumienia, że nie może się doczekać, aż zacznę u niej pracę. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że nie pracują tu sami mężczyźni, ale przeważającą częścią załogi są kobiety w moim wieku. Póki co wszystko zapowiada się naprawdę cudownie. Wychodząc z lokalu zauważyłam, że ludzie siedzący przy stolikach, dziwnie reagowali na obecność Harry'ego. Miałam wrażenie jakby każdy go tu znał, a może tylko tak mi się wydawało? W sumie podczas naszych zakupów tez kilka razy, ktoś do niego podchodził się przywitać, a czasami nawet przytulić. Czy to nie jest trochę dziwne? No cóż może kiedyś to się jakoś wyjaśni.


Z dnia na dzień dogadujemy się z Nancy coraz lepiej. Każdego wieczora spędzamy razem czas na wspólnych ćwiczeniach rehabilitacyjnych i wzmacniających, przygotowanych specjalnie dla mnie. Już rozumiem dlaczego dziewczyna jest uznawana za jedną z najlepszych w Londynie w swoim fachu. Potrafi człowieka tak zmotywować, że sam nie chce przerywać czasami nawet morderczego treningu. Jest niesamowicie pozytywną osobą, co udziela ci się już po kilku minutach wspólnego treningu. Do tego jej zestawy ćwiczeń przynoszą efekty naprawdę szybko, co dodatkowo pobudza chęć działania. Jeszcze raz podkreślę, że chłopaki wybrali dla mnie najlepszą współlokatorkę pod słońcem! Oczywiście oprócz wspólnych ćwiczeń nade mną udało nam się wybrać również do kina oraz spędzić bardzo miły wieczór w towarzystwie jej mamy, która przyjechała ponad 100km, by móc mnie poznać. Teraz już wiem po kim Nancy jest tak pełna optymizmu i dobrej energii. Pewne rzeczy przechodzą w genach. Staram się na ile tylko to możliwe pomagać w codziennych obowiązkach i nie sprawiać żadnych kłopotów. Mam sporą nadzieję, że póki co moje starania nie idą na marne.


***

Dzisiaj przy śniadaniu zdałam sobie sprawę, że został mi już niecały tydzień do rozpoczęcia pracy, czyli generalnej próby samodzielnego życia. Czuję się strasznie z myślą, że żyję na czyimś garnuszku i, że jestem całkowicie od kogoś zależna. Szczególnie jeśli to są praktycznie obcy mi ludzie. Przyznam się, że w  tajemnicy przed chłopakami i Nancy już trzy razy wyszłam na ulicę, by zarobić chociaż małą sumę i nie musieć prosić o pieniądze przy każdej okazji.  Na moje szczęście nowe lokum mieści się w dość ruchliwej części Londynu, co działa zdecydowanie na korzyć, jeśli chodzi o zarobki. Prawda jest taka, że gdybym miała sama wybierać mieszkanie, w życiu nie chciałabym, aby znajdowało się w centrum, ale w zaistniałych okolicznościach jestem przeszczęśliwa. Przez te kilka godzin gry, z małymi przerwami na odpoczynek, ze względu na dające się we znaki żebra, udało mi odłożyć już prawie sto funtów, a muszę podkreślić, że i tak wszystkie pieniądze z pierwszego dnia przeznaczyłam na obfite zakupy spożywcze dla mnie i mojej współlokatorki. To takie dziwne uczucie, kiedy po raz pierwszy od kilku lat ,spacerując między regałami, nie zatrzymujesz się przy półce z najtańszą i często niezdrową żywnością. Oczywiście nie chciałam budzić żadnych podejrzeń, dlatego musiałam delikatnie podkoloryzować rzeczywistość. Powiedziałam, że znalazłam jeszcze trochę zaskórniaków w bocznej kieszeni pokrowca, co poniekąd było zgodne z prawdą, bo właśnie tak schowałam zarobioną tego dnia kwotę. Wspominałam już, że potrafię być bardzo przekonująca? Wiem, że nie jest  w porządku tak kłamać, ale to naprawdę dla tak zwanego wyższego dobra.

Wieczorem mają przyjść chłopaki na a'la parapetówkę, co oczywiście nie było moją inicjatywą, ale nawet cieszę się na myśl, że znowu spotkam się z moimi wybawcami. Nie ukrywam też, że mam nadzieje na chwilę prywatności z Niallem, podczas której może wreszcie uda nam się szczerze porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Wczoraj przygotowałyśmy z Nancy plan działania na dzisiejszy dzień, bo niestety praca trenera wiąże się z często zajętymi weekendami. Obiecałam, że zajmę się porządkami w całym domu i postaram się przygotować, coś ciepłego do jedzenia, a ona po pracy kupi zimne przekąski i coś, czym będzie można opić mój mały życiowy sukces. Co do mojeo gotowania to mam pewne przeczucia, że skończymy na zamówionej pizzy, ale nie tracę nadziei. Skoro ostatnio tyle mi się udaje, to może i kuchnia nie okaże się taka zła?

Około południa współlokatorka zabierała się do pracy i jak co dzień poinstruowała mnie, że gdyby tylko coś się działo, mam do niej dzwonić, a jeśli nie odbierze to próbować jeszcze raz i w ostateczności zadzwonić do któregoś z chłopaków. Dam sobie radę! A może jednak przeceniam swoje możliwości? Tak, to zdecydowanie ta druga opcja. Po kilku godzinach udawania, że jestem znakomitą kucharką, dałam za wygraną i wykręciłam mój "alarmowy numer". To właśnie znajdowało się w małym pudełeczku od Harry'ego. Nowy, opłacony telefon. A to, co chłopak pozwolił już sobie dodać, był jego numer z małym dopiskiem "Jestem także Twoim numerem alarmowym, jeśli tylko potrzebujesz pomocy, wciśnij tą magiczną zieloną słuchawkę" (Podkreślę jeszcze raz, może trochę przynudzając, ale JAK JA IM ZA TO WSZYSTKO SIĘ ODWDZIĘCZĘ I JAK SPŁACE TEN CIĄGLE NARASTAJĄCY DŁUG? )To jest zdecydowanie ta chwila, w której czuję się całkowicie bezsilna i potrzebuję jakiegoś dobrego kucharza, a przecież za takiego właśnie uważa się Harry.

-Halo, Harry?

-Tak, cześć Lily, co tam u ciebie? - chłopak przywitał mnie swoim cudownym delikatnie ochrypłym głosem

-Czy dodzwoniłam się do prywatnego numeru alarmowego Lily?

-Tak, jezu Lily coś się stało? Gdzie jesteś? Nic ci nie jest? Ktoś coś ci zrobił? - aż taką niezdarą i ofiarą jestem w jego oczach, że na każdym kroku muszę wpakować się w kłopoty? Kilka razy próbowałam mu przerwać, niekończącą się fale pytań, ale po pewnym czasie uznałam, że z tej sytuacji jest tylko jedne wyjście i najzwyczajniej w świcie zakończyłam połącznie. Kilka sekund póxniej jego uśmiechnięta buzia pojawiła się ponownie na moim ekranie, co oznaczało, że teraz on próbował dodzwonić się do mnie. - Lily, czemu się rozłączyłaś? Ktoś ci kazał? Jesteś bezpieczna?

-HARRY!!! - wydarłam się tak głośno, że ludzie idący chodnikiem, biegnącym pod moimi oknami z pewnością mnie słyszeli i uznali za wariatkę, a to przecież nie ja zachowuje się nienormalnie. - Już? Mogę coś powiedzieć, czy nadal masz zamiar zadawać te bezsensowne serie pytań? - ostrzegam, jeszcze jedno pytanie i wybuchnę, a wtedy potrafię pobić nawet przez słuchawkę.

-Przepraszam? - zdecydowanie nie spodziewał się takiej reakcji. W sumie to w ich towarzystwie póki co nie zdążyłam jeszcze pokazać moich słabszych stron, więc miał prawo sądzić, że jestem niegroźną, szarą myszką. Tak, to prawda jestem niegroźna. Chyba, że ktoś bardzo mnie zirytuje. Wtedy zakładam moją twarz numer dwa.

-No, to zacznijmy od początku. Witaj Harry. Potrzebuję pomocy. W KUCHNI. - odpowiedzi usłyszałam jedynie śmiech. Nie jestem pewna, czy śmiał się ze mnie, czy raczej z siebie, ale wolałam nie zaczynać innego tematu. - Mam na dzisiaj przygotować coś na kolację, ale kucharz ze mnie gorszy niż krawiec, a dodam, że nie umiem nawet przyszyć guzika. Z tego, co pamiętam, ty za to radzisz sobie znacznie lepiej ode mnie, więc postanowiłam skorzystać z mojego numeru alarmowego. Czy mogę liczyć na twoją pomoc?

-Trzeba było tak od razu mała.

-Jakby ci to powiedzieć, hmmm. Ktoś nie dał mi dojść do głosu!

-Oj już tam, nie wiem o czym mówisz. A co do prośby, to już wsiadam do auta. Będę za około 30min. Masz coś w lodówce, czy mam coś kupić?

-Dziękuję. Wydaje mi się, że najpotrzebniejsze rzeczy mamy, ale jeśli potrzebujesz coś wymyślnego, to lepiej zahacz o jakiś spożywczy.

-Już się robi mała.  To do zobaczenia

***

Gotowanie z Harrym to sama przyjemność. Nie musiałam, a raczej nie zostałam dopuszczana do robienia niczego. Moim zadaniem było jedynie zakładanie za ucho niesfornych loków chłopaka i degustowanie. I to był zdecydowanie najlepszy punkt całego dnia. Nie dziwię się, że Niall w ramach wynagrodzenia prosi Harry'ego o coś do jedzenia. Na jego miejscu robiłabym dokładnie to samo. Zapisałam się już na mały kurs gotowania, który mam nadzieje przyda mi się w nowym życiu. Przecież kiedyś skończą się codzienne obiadki z restauracji, przynoszone każdego przez Nancy. Nie ukrywam, że już nie mogę się doczekać naszej pierwszej lekcji, bo mam nadzieję, że skończy się ona jakąś przepyszną kolacją.

-Nawet nie wiem jak mam ci dziękować. - Harry przykrył swoje dzieła folią i zabrał się za czyszczenie blatów. Mężczyzna cud - gotuje na zawołanie i jeszcze po sobie sprząta! Gdzie tacy się rodzą?

-Mam pomysł. Podjedź tutaj - wskazał palcem na swój pliczek i delikatnie się uśmiechnął, uwidaczniając w ten sposób dołeczki. Zrozumiałam aluzję i "zapłaciłam" za pomoc. - No to jesteśmy kwita.

Wieczór przebiegł naprawdę przyjemnie, ale znowu nie udało mi się porozmawiać z Niall'em. Coś mi się wydaje, że to będzie trudniejsze niż myślałam. Po kolacji wnieśliśmy kilka miłych toastów, głownie kierowanych w moją osobę i "rodzącą się przyjaźń". Potem wspólnie obejrzeliśmy dwa ulubione filmy Niall'a i koniec końców całą czwórką zasnęliśmy na kanapie w salonie. Nadal nie wiem jakim cudem rano obudziłam się w moim łóżku, ale sądzę, że śpiący na podłodze blondyn, będzie w stanie mi to wytłumaczyć.


***

No i nadszedł kolejny przełomowy dzień w moim całkowicie zmienionym życiu. Dzisiaj zaczynam prace. Czy się steruje? I to jeszcze jak. Mimo, że poznałam już wszystkich współpracowników, nie mam pojęcia, jaki będzie ich stosunek do mnie. Szefowa wie, o całej sytuacji i nie jestem pewna, czy nie poinformowała wcześniej całej załogi. Nie ukrywam, że wolałabym, gdyby tego nie zrobiła, by móc zacząć wszystko z tak zwaną "czystą kartą". Boję się, że zostanę na starcie zaszufladkowana i ciężko będzie mi zmienić opinię innych o mnie. Ale nie ma co, się martwić na zapas. Co ma być, to będzie i chcę czy nie, muszę, to zaakceptować.

-Cześć wszystkim. - przywitałam się tak niepewnie, że nawet sama nie poznałam swojego głosu.

-O to ty byłaś tu ostatnio ze Styles'em.

-Przepraszam z kim?


______________________________________

No i jest wreszcie rozdział ósmy. Mam nadzieję, że się podoba. Jak myślicie jak dalej potoczą się losy Lily? Czy dowie się kim jest Styles? I czy wreszcie uda jej się porozmawiać z Niall'em?
Zapraszam do komentowania :)

W ramach wynagrodzenia za nieobecność postarałam się, aby rozdział był troszeczkę dłuższy od poprzednich. :)

3 komentarze:

  1. To teraz czekać na nexta :D. Ahh żebym ja miała tyle cierpliwości :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mega!!! :3
    Czekam na next z niecierpliwoscia i podekscytowaniem :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam do mnie :) www.pod-lodem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń